SNM

Zmarła prof. dr hab. Maria Przychodzińska2019-09-18

więcej »

Zmarła Ewa Hoffman-Lipska2019-03-27

więcej »

Zapraszamy do naszej nowej księgarni − Księgarnia iNuty2018-09-13

więcej »

zobacz wszystkie aktualności

Newsletter

Podaj nam swój e-mail, jeśli chcesz otrzymywać aktualności

Wychowanie Muzyczne » Czytelnia » Muzyczna „mitologia” (1)

Muzyczna „mitologia” (1)

Autor: Rafał Ciesielski

artykuł z numeru 1/2014

 

Muzyka w pętach „mitologii”?

Tablica (instrumentów muzycznych) prawdę ci powie?

 

Natura człowieka jest taka, że miejsca swej niewiedzy – obszary niezagospodarowane w sposób racjonalny – uzupełnia on tworzonymi przez siebie wizjami, będącymi projekcją jego domniemań lub opierającymi się jedynie na okruchach prawdy. Na tej zasadzie powstawały m.in. średniowieczne wyobrażenia o niebywałych monstrach zamieszkujących nieznane, odlegle krainy, i na tej też zasadzie wypełniane są do dziś obszary niewiedzy w różnych dziedzinach ludzkiej działalności, nie wyłączając muzyki. Spróbujmy zdemaskować muzyczne mity i zastanowić się, czemu zawdzięczają swe istnienie.

 

 

Muzyka w pętach „mitologii”?

 

Czy muzyka ma swoją mitologię? W sensie ścisłym, formalnym i dosłownym – nie, choć ważne i utrwalone w europejskiej kulturze muzycznej motywy znajdujemy właśnie m.in. w greckiej mitologii, gdzie znaczone są takimi postaciami, jak: Apollo, Orfeusz, Pan, Syrinks czy Dionizos. Istnieje jednak także inne, metaforyczne rozumienie mitologii jako zbioru przekonań, które mimo dobrze już rozpoznanej rzeczywistości tworzą złudny, nieprawdziwy, niepełny czy wręcz zafałszowany jej obraz. To zbiór przekonań, które – choć błędne – zwykle silnie zakorzeniły się w zbiorowej świadomości i powtarzane są na tyle często i autorytatywnie, że zostały niemal powszechnie usankcjonowane, a przez to trudno je podważyć i zastąpić odnośną wiedzą. Zbiór ten tworzy w określonej dziedzinie rodzaj swoistej „mitologii” – mocno osadzonej w danej kulturze formy „opisywania” rzeczywistości.

           

Współczesne „oswajanie” świata i gromadzenie o nim wiedzy na podstawie racjonalnego poznawania nie uwolniło nas od tworzenia mitów: wciąż jesteśmy świadkami ich powstawania. Właśnie brak wiedzy, jej wycinkowość i przypadkowość, siła myślenia stereotypami, a często zwykła ignorancja sprawiają, iż w te poznawcze luki wchodzi „mit”. Człowiek sam dla siebie, w sposób nieświadomy, tworzy „mityczne” obrazy danej rzeczywistości, które utrwalając się i wchodząc w powszechny obieg społeczny, zyskują często status przekonań obowiązujących – stają się swoistymi mitami. Ich źródłem może być także zwykły błąd merytoryczny, niewinna „anegdota” bądź brak precyzji językowej. Można przy tym powiedzieć, iż powstawanie mitów jest odwrotnie proporcjonalne do stanu wiedzy, tzn. im mniejsza wiedza w danej dziedzinie, tym więcej w niej „mitów”.

           

W tworzeniu „mitów” (to określenie stosowane jest tu bardziej niż metaforycznie) dziedzina muzyki nie ustępuje innym obszarom. Przeciwnie – obserwacja m.in. telewizyjnych turniejów i quizów, wyniki licznych szkolnych testów kompetencji muzycznych, a także osobiste doświadczenia pozwalają stwierdzić, iż orientacja w dziedzinie muzyki jest powszechnie mniejsza niż w innych dziedzinach. Wskazuje to na potencjalnie żyzny grunt pod uprawę muzycznych mitów. I w istocie: mitów w dziedzinie muzyki zdaje się być więcej niż gdzie indziej. Wypełniają one obszary niewiedzy o muzyce, zarazem budując fałszywy obraz znacznego jej wycinka.

           

Muzyczne mity są rozmaite: wielkie i drobne, zasadnicze i epizodyczne, wycinkowe, mniej lub bardziej prawdopodobne, często zawierające źdźbło prawdy. Wszystkie jednakże pozostają jakoś oboczne wobec istoty rzeczy, której dotyczą. Wśród wielu funkcjonujących powszechnie mitów odnoszących się do muzyki można wyróżnić nawet kilka kategorii czy rodzajów: mity dotyczące podstawowych zagadnień muzycznych, mity estetyczne, mity związane z instrumentami muzycznymi, mity obyczajowe, edukacyjne czy językowe. Spróbujmy przyjrzeć się niektórym z nich i sytuacjom, w jakich się rodzą. Może niektóre z tych mitów da się obalić? Może po ich obaleniu uda się nie stworzyć… nowych mitów?

 

Tablica (instrumentów muzycznych) prawdę ci powie?

 

Wśród wielu muzycznych „mitów” obszerną grupę stanowią te związane z instrumentami muzycznymi. Myli się ich nazwy i rodzaje, przynależność klasyfikacyjną, funkcje i sposoby gry, odmiany historyczne i współczesne itd. Ileż tu okazji do „mitologizowania”. A wydawałoby się, iż właśnie w przypadku instrumentów – przedmiotów ukształtowanych wszak dość wyraziście i jednoznacznie – wątpliwości nie będzie. Tymczasem…

           

Tymczasem: w kapeli wielkopolskiej gra się na kobzie, a w przedszkolu na cymbałkach, saksofon jest instrumentem dętym blaszanym, a wszystkie klawiszowe instrumenty elektroniczne to organy itd. Przykłady można by mnożyć.

           

W przypadku mitów tego rodzaju dochodzi też najczęściej do sytuacji wręcz anegdotycznych. Oto na koncercie w przedszkolu prezentujemy flet poprzeczny i klarnet. Po zaprezentowaniu brzmienia fletu, pytam dzieci, jaki to instrument. Pani podpowiada (chce, by dzieci dobrze wypadły?), że to klarnet. Dzieci za panią (to wszak autorytet) powtarzają błędną odpowiedź. Mówię więc, że to flet. Zarazem przedstawiam instrument, na którym sam gram, mówiąc, że to właśnie jest klarnet. Tu włącza się pani, twierdząc z przekonaniem, że „jak to?”, że „to chyba nie tak”. Zdziwiony i zaskoczony, z uśmiechem upieram się przy swoim (a cóż tu innego robić), nie rozwiewam jednak w żadnym razie wątpliwości pani. Przeciwnie. W końcu (dalej z uśmiechem, wobec surrealizmu tej sytuacji) sięgam po argument, który – jak mniemam – może sprawę zakończyć. Mówię oto, że od około 30 lat gram na klarnecie i stąd wiem dobrze, na czym gram. Zatem ten instrument to jest klarnet, a tamten – flet. I tu następuje nieoczekiwany zwrot akcji. Oto pani pokazuje wiszącą na ścianie błyszczącą, profesjonalnie wykonaną tablicę instrumentów dętych drewnianych (specjalnie być może powieszoną na koncert, którego bohaterami miały być właśnie te instrumenty), na której ni mniej, ni więcej tylko obrazek fletu podpisany jest jako „klarnet”, zaś pod klarnetem widnieje napis „flet”. W tym momencie sytuacja sięgnęła punktu kulminacyjnego: racja tablicy (słowa drukowanego w uznanym wydawnictwie) stanęła przeciwko racji klarnecisty (który twierdzi jedynie, że wie, na czym gra od 30 lat). W końcu, nie bez wsparcia uczestniczących w koncercie muzyków, udało się podważyć słowo drukowane i ustalić fakty (tak nam się przynajmniej wydawało). Po koncercie wspólnie z panią z ubolewaniem stwierdziliśmy jeszcze, że błędy (nawet takie i nawet w profesjonalnych wydawnictwach) się zdarzają i tyle. Można mieć nadzieję, że pani sprawdziła po koncercie „jak to z fletem i klarnetem było” i rzecz ostatecznie miała szczęśliwy finał (czytaj: pani utrwaliła dzieciom prawidłowe nazwy instrumentów, zaś „profesjonalna” tablica… trafiła do kosza). Czy w ten sposób jeden z mitów, przynajmniej w owym przedszkolu, został obalony?

           

W związku z tym nasuwać się mogą ogólniejsze refleksje – tu bez komentarza formułowane jedynie na marginesie: jak silnie oddziałuje na nas słowo drukowane, nawet gdy przekazuje ewidentne pomyłki; czy żadna z nauczycielek we wspomnianym przedszkolu nie potrafiła – odwołując się choćby do potocznej wiedzy – zweryfikować owego tak elementarnego błędu? Jaką wobec tego wiedzę o muzyce nauczycielki przekazują dzieciom? Wreszcie: ile takich tablic wisi w przedszkolach i szkołach, bo nie ma komu ich zweryfikować, a w planach działalności przedszkola nie przewiduje się koncertu z prezentacją instrumentów dętych drewnianych?

           

W innym miejscu, na innej tablicy, ukazana jest rodzina instrumentów smyczkowych. Tu ze zdziwieniem skonstatować można, iż współcześnie rodzinę tę tworzą: skrzypce, altówka, wiolonczela i… „wiolonczela większa”. W takiej bowiem formie został przedstawiony kontrabas. Tymczasem (znów) z potocznej nawet obserwacji wywnioskować można, iż kontrabas ma inną niż pozostałe instrumenty z tej rodziny konstrukcję i inny kształt. Charakterystycznym i najbardziej wizualnie uchwytnym dlań detalem jest m.in. tzw. „ośli grzbiet” – zakończona „w szpic” górna krawędź korpusu instrumentu. Element ten pozwala jednoznacznie – nawet bez możliwości porównania wielkości instrumentów – określić, czy mamy do czynienia z kontrabasem, czy nie. Odmienny kształt kontrabasu wynika stąd, iż instrument ten – dziś w jednej rodzinie ze skrzypcami, altówką i wiolonczelą – ma inne niż one pochodzenie. Najkrócej mówiąc (gdyż rzecz jest historycznie i instrumentologicznie złożona, sięgająca korzeniami wieku XVI), wywodzi się on z linii viol da gamba (wiol kolanowych), zaś pozostałe współczesne instrumenty smyczkowe z linii viol da braccio (wiol ramieniowych).

           

Na tablicach instrumentów muzycznych pojawia się też wiele „błędów-drobiazgów”: pomylone bywają odmiany saksofonów (niemal standardowo zamieniane są saksofony altowy i tenorowy), kontrafagot stoi „do góry nogami” (wyobrażenie sobie grającego na tak ustawionym instrumencie fagocisty wywołuje szczery śmiech), w grupie instrumentów dętych drewnianych brak fagotu, klarnet reprezentowany jest jedynie przez klarnet basowy, a flet – zaledwie przez flet prosty, werbel określa się jako bęben, wreszcie – przedstawiane są prawdziwie archaiczne bądź zabawkowe formy instrumentów: tablica taka przypomina wówczas zestaw instrumentów muzealnych lub przedszkolnych itd.

           

Casus wspomnianych tablic instrumentów muzycznych nie jest przy tym jedynym. Wiele elementarnych błędów z tego zakresu zawierają też m.in. podręczniki do muzyki i inne wydawnictwa. Pamiętam sytuację, gdy na koncercie prezentującym cymbały nauczycielka muzyki z przekonaniem publicznie stwierdziła, iż jest to instrument smyczkowy. Utrzymywała, iż taką klasyfikację tego instrumentu znalazła w… podręczniku do muzyki. Zbiór niekiedy kompletnie absurdalnych ilustracji instrumentów muzycznych, wypaczających podstawowe ich cechy i nierespektujących nawet zasadniczego ich rysunku (nie mówiąc o detalach, proporcjach części, rygorach konstrukcji i stąd możliwej zasadzie działania) zawierają książeczki dla dzieci. Wszędzie tu trzeba zatem być czujnym, krytycznym i dociekliwym. Inaczej już na elementarnym etapie poznawania muzyki – a tu mieści się (roz)poznawanie instrumentów muzycznych – miast rzetelnej wiedzy tworzyć będziemy zręby mitologii.

           

Dla problemu muzycznej mitologii istotna będzie konstatacja, iż źródłem licznych (zbyt licznych) nieporozumień i błędów mitologizujących rzeczywistość są dane zawarte w rozmaitych „fachowych” publikacjach. Słowo drukowane daje (i dobrze) gwarancję wiarygodności i jako takie trudne jest też do podważenia, zwłaszcza gdy dzięki owej wiarygodności i trwałości utrwaliło już wśród czytelników błędne przekonania. Trudno wówczas dać im równorzędną alternatywę – zwykle ma ona niewielkie szanse w zderzeniu z autorytetem i pozycją poważnego wydawnictwa. Wyjściem z kłopotliwej sytuacji jest zasugerowanie sięgnięcia do innego źródła i poszukanie tam rozwiązania kwestii spornej.

           

I znów – nadal na marginesie i bez komentarza – refleksja ogólna: czy w profesjonalnych wydawnictwach ktoś merytorycznie zatwierdza publikowane materiały, zwłaszcza takie, które służyć mają celom dydaktycznym? Czy publikacje takie odwołują się jedynie do powszechnych – już niegdyś zmitologizowanych – przekonań, przez co kontynuują i utrwalają ów mitologiczny sposób przedstawiania rzeczywistości?

           

Wobec powyższych faktów pozostaje chyba tylko jedno: reklamować książki i tablice jako produkt „niepełnowartościowy”.