SNM

Zmarła Ewa Hoffman-Lipska2019-03-27

więcej »

Zapraszamy do naszej nowej księgarni − Księgarnia iNuty2018-09-13

więcej »

Startuje Ogólnopolski Program Pracownia Muzyczna Casio2018-08-28

więcej »

zobacz wszystkie aktualności

Newsletter

Podaj nam swój e-mail, jeśli chcesz otrzymywać aktualności

Wychowanie Muzyczne » Czytelnia » Śladami Chopina - Warszawa

Śladami Chopina - Warszawa

Autor: Aleksandra Dudek

Artykuł z numeru 2/2010

 

„[...] ale na końcu tego wszystkiego jest Polska, świetna, duża, słowem: Polska”.

z listu F. Chopina do J. Fontany

 

 

W 1810 roku Warszawa zniszczona licznymi przemarszami i postojami wojsk z czasów napoleońskich zaczynała się odbudowywać. Remontowano i malowano budynki, szczególnie wokół zamku, brukowano ulice, budowano nowe place, przebudowywano i modernizowano pałace. Trwał ożywiony ruch i miasto piękniało w oczach. Wśród ponad stu tysięcy różnej narodowości obywateli byli Czesi, Francuzi, Żydzi
i Niemcy, którzy przybywali do Polski, bo tu widzieli swą karierę i przyszłość.

 

Do takiego właśnie miasta przywiózł swoją rodzinę Mikołaj Chopin, który z dniem
1 października 1810 r. rozpoczął pracę w Liceum Warszawskim.

 

Nauczycielskie mieszkania

Szkoła i mieszkania dla wykładowców znajdowały się w Pałacu Saskim (dziś pozostały po nim tylko fragmenty kolumnady, które stanowią Grób Nieznanego Żołnierza). Mikołaj z rodziną zamieszkali
w prawym jego skrzydle. Tu urodziły się dwie młodsze siostry Fryderyka: Izabela w 1811 r. i Emilia
w 1812r.

 

Fryderyk był wtedy maleńkim dzieckiem i aż by się chciało napisać, że często jeździł w wózeczku na spacery po Ogrodzie Saskim, ale niestety, z całą pewnością nie byłaby to prawda, bo wózki dla dzieci pojawiły się w Europie dopiero w 1899 r. (wcześniej były co prawda w Anglii, ale ciągnięte przez psa lub kuca). Już od czasów renesansu istniały za to chodziki, ale używano ich raczej w domach, małego Frycka więc po prostu wynoszono w sprytnie zwiniętej płachcie albo pozwolono mu oglądać świat za oknami, gdy już stawiał samodzielnie kroki. Dzieci wychodziły do ogrodu zapewne z mamą albo z tzw. ciocią Zuzią, czyli mieszkającą z Chopinami Zuzanną Bielską, ponoć daleką krewną pani Justyny,
a zgodzoną do pomocy, bo przy czwórce dzieci i stancji dla chłopców było co robić.

           

 

Czy Frycek dziwił się pięknej fontannie w ogrodzie, żałując, że nie da się do niej wejść? Nie, bo powstała już po jego śmierci, w 1855 roku. Mogła ją jeszcze podziwiać matka Chopina, która przeżyła trójkę swoich dzieci, i Izabela, która dożyła lat siedemdziesięciu.

           

Mikołaj Chopin dał się poznać jako świetny nauczyciel i stopniowo awansował. Jeszcze przed narodzinami Emilki został wykładowcą języka francuskiego w Szkole Artylerii i Inżynierii, a w Liceum Warszawskim w 1814 r. otrzymał tytuł profesora literatury i języka francuskiego. Rodzinie Chopinów powodziło się więc coraz lepiej, tym bardziej, że rodzice Fryderyka otworzyli stancję dla chłopców – uczniów liceum, synów ziemiaństwa z Mazowsza i z innych stron spoza Warszawy. Stancja była ponoć wzorowo prowadzona, z nauką tańca, z językiem francuskim nieomalże na co dzień, ze świetnym wyżywieniem, dbałością o higienę i nieskazitelną moralnością, a choć była nietania, zabiegano
o miejsca w niej, gdyż – jak wspominał po latach sąsiad Eugeniusz Skrodzki: „[…] ustalona była opinia, że być u Szopenów na pensji znaczy to samo, co być wyżej cywilizowanym”.

           

Jaki był dom rodzinny Fryderyka, w co się bawił jako mały chłopiec, czym się zajmowali jego rodzice
i siostry? Klementyna z Tańskich Hoffmanowa (1798-1845) autorka pierwszego w Polsce pisma dla najmłodszych pt. „Rozrywki dla dzieci”, opisuje zabawy, które były znane za jej czasów (więc pewnie
i rodzicom Chopina). Niektóre przetrwały do dziś: Kosi, kosi łapci; Warzyła sroczka kaszkę; Jedzie, jedzie pan, pan.

 

Wiadomo, żemuzyka gościła w domu Chopinów od zawsze: pani Justyna śpiewała i grała na fortepianie, a pan Mikołaj flecie i skrzypcach; śpiewała też ciocia Zuzia; chłopcy na stancji mieli lekcje muzyki i tańca, od małego grała też Ludka. W czwartki odbywały się wieczory muzyczne.

 

Dzieci mówiły po polsku i francusku, ale dom był zdecydowanie polski. Dbano w nim o poziom intelektualny – Chopinowie byli posiadaczami sporej biblioteki, chętnie też gościli u siebie kolegów
z pracy Mikołaja, najwybitniejsze umysły Warszawy na czele z Samuelem Bogumiłem Linde, rektorem Liceum Warszawskiego.

 

W niedziele i święta Mikołaj zabierał swoje dzieci do lasu osiągalnego wówczas w 15 minut bryczką. Uroczyście obchodzono imieniny pana domu, na które najmłodsi przygotowywaliy wierszyki, laurki,
z czasem przedstawienia.

           

Jako pierwsza edukacją muzyczną Fryderyka zajęła się Ludka, a gdy stało się jasne, że gra na fortepianie to jego pasja i ma on wielkie zdolności, zatrudniono Wojciecha Żywnego. Nie był on bynajmniej nauczycielem budzącym grozę, wręcz przeciwnie, dał się poznać jako typ raczej dobroduszny, w niemodnej peruce, w chwilach wzruszeń zażywający niuch tabaki. Okazał się świetnym nauczycielem Frycka – szanował jego indywidualność, nauczył go cenić Jana Sebastiana Bacha. Poświęcał uczniowi każdą chwilę, był u Chopinów codziennie. Kiedy zorientował się, że więcej młodego geniusza niczego nie nauczy, powiedział o tym szczerze. Pozostał jednak przyjacielem domu, grywał tam w karty i zawsze cieszył się szacunkiem swego ucznia. Fryderyk komponował już wtedy ponoć tańce i marsze (musiał sporo ich słyszeć na placu przed Pałacem Saskim), które się nie zachowały, znamy natomiast dwa tzw. Polonezy młodzieńcze g-moll i B-dur.

 

W czerwcu 1817 r., po przejęciu przez księcia Konstantego Pałacu Saskiego, w którym rodzina Chopinów mieszkała przez siedem lat, i przeznaczeniu go na cele wojskowe, całe Liceum Warszawskie, a co za tym idzie mieszkania służbowe jego pracowników, zostały przeniesione do świeżo odrestaurowanego Pałacu Kazimierzowskiego (Krakowskie Przedmieście 26/28 – dziś siedziba Instytutu Historii Sztuki Uniwersytetu Warszawskiego, nazywana Gmachem Protektorskim; na ścianie budynku widnieje tablica pamiątkowa
z wizerunkiem Chopina na wzór medalionu z 1837 r., J. F. A. Bovy’ego z napisem „W gmachu tym mieszkał Fryderyk Chopin w latach 1817-1827”). Chopinowie zajęli obszerne mieszkanie na drugim piętrze w lewej oficynie. Lubili je chociażby ze względu na ogród botaniczny (tzw. botanikę), do którego mieli własne klucze. Mieścił się on na tyłach pałacu, skarpą ujętą w tarasy opadał ku Wiśle. Początkowo był zaniedbany, zarośnięty dziką marchwią i rozmaitymi warzywami, z czasem przekształcono go w park o charakterze angielskim.

 

Na salonach

W 1818 roku Fryderyk dał pierwszy koncert publiczny na cele dobroczynne. Miało to miejsce 24 lutego
w pałacu Radziwiłłów (dziś rezydencja prezydentów Polski – Pałac Prezydencki, ul. Krakowskie Przedmieście 46/48), a w prasie napisano: „I na naszej ziemi powstają geniusze”. To po tym koncercie mały Frycek miał się chwalić mamie, że najbardziej wszystkim podobał się jego angielski kołnierzyk.

 

Pod pałac Kazimierzowski zajeżdżała w niedziele kareta wielkiego księcia Konstantego i uwoziła Fryderyka do Belwederu (ul. Belwederska 54-56 – klasycystyczny pałac w Parku Łazienkowskim, dawna siedziba Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, obecnie reprezentacyjny gmach Prezydenta RP), gdzie po koncercie bawił się z Pawełkiem, synem księcia, oraz córką jego guwernera Aleksandrą de Moriolles, którą nazywał Moriolką.

 

Mając opinię cudownego dziecka, często grywał w salonach arystokracji. Tu toczyło się życie artystyczne stolicy, damom dedykowano wiersze i kompozycje. Fryderyk grał w salonach Czetwertyńskich, Radziwiłłów, Sapiehów, Skarbków, Czartoryskich, w późniejszych latach także
u Klementyny z Tańskich Hoffmanowej, Teresy Kickiej, Katarzyny Lewackiej, rodziny Pruszaków
i pewnie wielu innych, gdyż owe salony, a obliczono, że było ich około czterdziestu, próbowały prześcigać się w atrakcyjności. To właśnie w jednym z nich 3 stycznia 1820 roku usłyszała Fryderyka znana śpiewaczka Angelica Catalani i podarowała mu złoty zegarek.

 

A czym młody artysta podbijał serca arystokracji? Wiemy, że lubił grać polonezy Ogińskiego. Na ogół zaś improwizował na tematy melodii ludowych, które znał ze swoich letnich pobytów na wsi, lub na znane tematy z aktualnie wystawianych dzieł operowych. Istniała wówczas dużo większa rozmaitość fortepianów niż dzisiaj, bo obok znanych nam skrzydłowych, były fortepiany stołowe, a także pionowe o kształcie szafy, liry lub żyrafy. W tym czasie powstały też w Warszawie różne inne, dziwne instrumenty: pantalion, eolomelodikon, choralion, melodikordion, melodipantaleon, orchestron, aelopantalon – zresztą nazwy te często zmieniano; nie ustaliła się też budowa żadnego z nich. Były to eksperymenty budowniczych instrumentów, którzy poszukiwali nowych możliwości brzmienia, hybrydy mechanizmu młoteczkowego i piszczałek, łączenia strun ze sztabkami itp. Konstruowali je
w Warszawie m.in. August Brunner, Fryderyk Buchholz, Tomasz Max, Jan Długosz.

 

Chopin chętnie grał na tych instrumentach, popisywał się nawet przed carem Aleksandrem I, za co otrzymał od niego pierścień z brylantem. Relacja z jednego z takich koncertów, które dał piętnastoletni Fryderyk, dotarła do gazety niemieckiej „Allgemeine Musikalische Zeitung”.I tak to Chopin w muzycznym środowisku europejskim zaistniał jako wirtuoz aelopantalonu. Na co dzień jednak ćwiczył on i grał na fortepianie z firmy Fryderyka Buchholza, który miał w domu.

 

W 1822 roku zakończył naukę u Żywnego – dwunastolatek prześcignął nauczyciela! Rozpoczęły się prywatne lekcje u Józefa Elsnera, urodzonego na Śląsku w Grodkowie w rodzinie niemieckiej, najwybitniejszego w owym czasie kompozytora polskich tańców i oper o polskiej treści. Józef Elsner mieszkał przy Krakowskim Przedmieściu 56 w budynku dawnego zajazdu wzniesionego dla Kapituły, dziś to miejsce upamiętnia tablica.

 

W 1823 r. również 24 lutego Fryderyk zagrał w byłym pałacu Kazanowskich (Krakowskie Przedmieście 62, budynek Res Sacra Miser – dziś centrum charytatywne Archidiecezji Warszawskiej), gdzie mieściła się wówczas siedziba Warszawskiego Towarzystwa Dobroczynności. Koncert ten miał entuzjastyczną recenzję: „Nie będziemy zazdrościć Wiedniowi JP Liszta: stolica nasza bowiem posiada równego,
a może i doskonalszego w osobie Chopina”.

 

Czasy szkolne

Po domowym nauczaniu Fryderyk w 1823 roku został przyjęty do Liceum Warszawskiego. Wykazał się umiejętnością bezbłędnego pisania w języku polskim pod dyktando, znajomością podstaw trzech języków obcych: łaciny, niemieckiego i francuskiego oraz arytmetyki, geometrii, geografii i historii ogólnej, toteż zapisano go od razu do klasy czwartej.

 

Nowa szkoła Fryderyka była miejscem niezwykłym, uczyli tu najwybitniejsi przedstawiciele swoich nauk. Rektorem (w latach 1803-31) był Samuel Bogumił Linde, syn imigranta szwedzkiego, przez pewien czas bibliotekarz zbiorów Maksymiliana Ossolińskiego w Wiedniu, twórca pierwszego słownika języka polskiego. Śpiewu nauczał Jan Stefani – urodzony w Pradze, a widzący swoją karierę w Polsce, koncertmistrz na dworze Stanisława Augusta. Był on zainteresowany polską muzyką ludową tak dalece, że organizował wycieczki w celu jej poznania. Skomponował muzykę do pierwszej opery narodowej Cud mniemany, czyli Krakowiacy i Górale. Rysunków uczył Zygmunt Vogel, który – zaznajomiwszy się w malarni Zamku Królewskiego z pracami Canaletta – zaczął sam rysować widoki Warszawy; do dziś ceniony jest za serię krajoznawczych rysunków Polski. Czyż te trzy przykłady nie świadczą o tym, że był to poziom najwyższy z możliwych w owym czasie w Polsce?

 

Frycek był lubianym kolegą; rysował karykatury nauczycieli, a dzięki rewelacyjnemu ponoć talentowi mimiczno-naśladowczemu nieraz pobudzał do śmiechu kolegów. Nieźle się też uczył i mając lat 14 dostał w nagrodę Wykład statyki dla użycia szkół wydziałowych i wojewódzkich Gasparda Monge’a – ciekawe, czy lektura ta przypadła do gustu młodemu kompozytorowi.

 

Nie zaniedbał również swoich zainteresowań muzycznych. Od listopada 1825 r. akompaniował do mszy odprawianej specjalnie dla licealistów w kościele Wizytek (Krakowskie Przedmieście 34; szczęśliwie kościół ocalał z kolejnych klęsk narodowych, organy niestety nie). Ponoć gry na organach uczył go polski pianista czeskiego pochodzenia Wilhelm Würfel. Fryderyk tak rewelacyjnie improwizował, że zebrani zapominali
o mszy. „Wszyscy od najmłodszych do najstarszych ściśnięci około ławki grającego, zadumani, porwani, zapomnieli o miejscu i obowiązkach, na których spełnienie się zebrali” możemy przeczytać we wspomnieniach jednego ze słuchaczy. Także w 1825 roku młody Chopin zdecydował się wydać jako opus 1 swoje Rondo c-moll.

 

Rok później, 27 lipca, zakończył naukę w liceum. Przyjaźnie, które tam zawarł, przetrwały jednak długo. Szczególnie silne więzy połączyły go z: Tytusem Woyciechowskim, Wilusiem Kolbergiem, Jasiem Białobłockim, Domusiem Dziewanowskim, Kostkiem Pruszakiem, a przyjaźń Juliana Fontany sięgała i poza grób, gdyż to on redagował kompozycje wydane po śmierci przyjaciela.

 

Żywot studencki

Fryderyk rozpoczął studia w Szkole Głównej Muzyki. Naukę gry na instrumentach prowadzono w budynku zakonu bernardynek (tego gmachu już nie ma – znajdował się w pobliżu Placu Zamkowego na Mariensztacie). Szkoła była częścią Uniwersytetu Warszawskiego, a na jej czele stał Józef Elsner. To głównie u niego młody Chopin kształcił się w zakresie kontrapunktu i kompozycji, uczęszczał też na wszelkie wykłady, które jego zdaniem miały jakikolwiek związek z muzyką, chętnie słuchał także m.in. Feliksa Bentkowskiego i Kazimierza Brodzińskiego. Bentkowski nauczał historii, był miłośnikiem książek i kolekcjonerem pamiątek historycznych; Brodziński – poeta – wykładał literaturę polską. Na wykłady Fryderyk miał blisko, bo Uniwersytet mieścił się w części pałacu Kazimierzowskiego. Studia ukończył 20 lipca 1829 roku z opinią Elsnera: „Szczególna zdatność – geniusz muzyczny”.

 

Beztroskę młodzieńczych lat i radość studenckich czasów przyćmiła wielka rodzinna tragedia.
10 kwietnia 1827 roku w wieku lat 15 zmarła najmłodsza siostra Fryderyka – Emilia, z którą łączyły go wspólne zainteresowania poetycko-teatralne, założył z nią nawet „Literackie Towarzystwo Rozrywki”. Poniesiona strata skłoniła Chopinów do zmiany mieszkania – nie chcieli dłużej pozostawać w miejscu, gdzie wszystko przypominało chorobę i daremną walkę o życie Emilki. Już w lipcu 1827rodzina przeniosła się niedaleko, do pałacu Czapskich.Wtedy należał on do Krasińskich, więc bywa też nazywany pałacem Krasińskich (dziś Akademia Sztuk Pięknych – Krakowskie Przedmieście 5). Po raz pierwszy Fryderyk dostał własny pokój, na wyższym piętrze niż reszta, do którego można było się dostać schodkami z garderoby.

 

Prowadzono tu salon muzyczny, który został uwieczniony na rysunku Antoniego Kolberga. Rysunek ten posłużył później do odtworzenia owego miejsca, które od 1960 roku pod nazwą „Salonik Chopinów”j est otwartym dla zwiedzających oddziałem Muzeum Fryderyka Chopina.

 

W muzycznym salonie w pałacu Czapskich miały miejsce próby z kwintetem smyczkowym (orkiestra by się raczej nie zmieściła) do publicznych pokazów kompozycji młodego Fryderyka, czyli Konceru e-moll i f-moll, oraz Fantazji na tematy polskie. Premiera Koncertu f-moll odbyła się 17 marca 1830 roku w Teatrze Narodowym (istniał wówczas mniej więcej w miejscu, gdzie dziś znajduje się wybudowany
w 1989 r. pomnik Powstania Warszawskiego – wschodnia strona placu Krasińskich obok gmachu Sądu Najwyższego Rzeczypospolitej Polskiej). Recenzentjednej z gazet pisał: „Sprawiedliwie powinszować sobie możemy, że Polska szczycić się kiedyś będzie jednym z największych wykonawców i autorów
w Europie”. Również w Teatrze Narodowym, 11 października tego samego roku, miała miejsce prezentacja Koncertu e-moll.

 

Można by pomyśleć, że dni Fryderyka upływały pracowicie jedynie na zdobywaniu wiedzy i koncertach. Tymczasem był on normalnym, wesołym, dowcipnym, eleganckim, lubianym młodym człowiekiem. Zakochał się więc w pięknej śpiewaczce, Konstancji Gładkowskiej. Wybranka długo nie wiedziała
o romantycznym uczuciu muzyka, który dedykował jej Larghetto w Koncercie f-moll.

 

Fryderyk, kiedy tylko mógł, chodził do teatru; widział Otella Szekspira i dzieła Fredry, Krakowiaków
i Górali
z rolą Bogusławskiego. Uwielbiał operę i śpiew. Wiemy na pewno, że słyszał takie opery jak Cyrulik sewilski Rossiniego, Wolny strzelec Webera. Jeśli mu się coś podobało, potrafił wielokrotnie tego słuchać. Był też na koncertach Paganiniego i Lipińskiego, a także śpiewaczki Henrietty Sontag.

 

Często gościł także w sztycharni nut. Zakłady litograficzne wydające nuty na potrzeby konserwatorium istniały przy ulicach: Miodowej, Senatorskiej, Długiej i przy Krakowskim Przedmieściu. Fryderyk spędzał tam wiele godzin, studiując nowinki muzyczne. Szczególnie często zaglądał do księgarni i zakładu Antoniego Brzeziny i to u niego wydał swoje pierwsze utwory Rondo c-moll op. 1 oraz Rondo a la Mazur F-dur op. 5. Mając 19 lat, pisał do przyjaciela: „Do Brzeziny co dzień chodzę”.

 

Kawiarenki, kawiarenki...

Oprócz salonów ważną rolę w życiu miasta, niepomiernie ważniejszą niż dziś, odgrywały kawiarnie. Czemuż się dziwić? Nie było radia ani telewizji, internetu ani telefonów. Jakkolwiek niewiarygodnie to dziś zabrzmi, życie bez tych wynalazków było możliwe. Bez komputerów zbudowano piramidy egipskie i katedry gotyckie, bez faksów i internetu dojechało pianino Pleyela dla Chopina do Valdemosy na Majorkę, a życie towarzyskie zamiast za pośrednictwem Gadu-Gadu kwitło właśnie w kawiarniach. Odwiedzano je chętnie, choć w tych czasach wcale nie było to bezpieczne ze względu na wszechobecnych carskich szpiegów, z których szczegółowych donosów cieszą się dzisiejsi historycy. Można znaleźć w nich wszystko: opisy ubiorów, spotkań, rozmów, ulicznych zajść mniejszej lub większej rangi.

 

Chopin był stałym bywalcem przynajmniej czterech kawiarni.

 

Pierwsza z nich to działająca od 1817 roku „Pod Kopciuszkiem”, gdzie udostępniano wszystkie wychodzące w Warszawie czasopisma, jak też gry towarzyskie (warcaby, domino, szachy). Już od piątej rano można było się pożywić (do wyboru: szynka, ozorki, peklowane mięso, bułki, masło, kawa). Lokal znajdował się nieopodal Teatru Narodowego, więc odwiedzali go artyści, dziennikarze, literaci, muzycy. Można tam było spotkać Jozefa Elsnera i Kazimierza Brodzińskiego.

 

W pałacu Teppera przy ul. Miodowej na pierwszym piętrze mieściła się „Dziurka” nazwana tak przede wszystkim dlatego, że wejście do niej było bardzo małe i niepozorne i kto nie wiedział, ten nie trafił. W tej ulubionej kawiarni bohemy, gdzie bywali m.in. poeci Stefan Witwicki, Bohdan Zalewski i Antoni Odyniec, prowadzono dyskusje o najnowszych prądach artystycznych.

 

Honoratka” – też przy Miodowej – była z kolei ulubionym miejscem spotkań młodzieży patriotycznej. Tu dyskutowano o sprawach politycznych, a w miejscu dawnego chóru (lokal zajął miejsce zboru protestanckiego) organizowano występy artystów. Dziś restauracja „Honoratka” istnieje w tym samym miejscu, przy Miodowej 14.

 

Była też kawiarnia „U Brzezińskiej”. Przy kominku znajdującym się w środkowej salce albo w którymś z dwóch bocznych pomieszczeń gościli w niej zarówno studenci, jak i ich wykładowcy, m.in. Seweryn Goszczyński i Maurycy Mochnacki. Wieczorami w ciemnościach – bo nie chciał świec – improwizował na fortepianie Chopin. Tu powstała pieśń Hulanka do tekstu Witwickiego (kto wie, może słowa: tam się śmiejesz, a tu lejesz miód na kaftan mój? oddają atmosferę jednego z takich wieczorów).

 

To była ostatnia kawiarnia, w której był w Warszawie. Tu żegnał przyjaciół w przeddzień swojego wyjazdu. Dziś w tym miejscu znajduje się kawiarnia „Telimena”.

 

Ku obcej ziemi

Przyszła pora dać się poznać i w innych krajach, nauczyć się czegoś od innych, posłuchać, co się dzieje
w muzyce Europy Zachodniej. Fryderyk planował wyjazd do Wiednia, który do niedawna był jeszcze muzyczną stolicą Europy; miastem Haydna, Mozarta, Beethovena, Schuberta. Pisał do swojego przyjaciela Tytusa Woyciechowskiego: „Już kuferek do drogi kupiony, już cała wyprawa gotowa, partycje oprawione, chustki do nosa obrębione, spodnie zrobione. [...] Myślę, że jadę umrzeć, a jak to przykro być musi umierać gdzie indziej, pomiędzy obcymi”.

 

Z ostatniego mieszkania w pałacu Czapskich serdecznie żegnany Fryderyk wyjeżdżał 2 listopada 1830 do Wiednia, a jak się potem okazało – na zawsze opuszczał Polskę. Dyliżanse odchodziły z placu przed dawnym pałacem Wesslów (Krakowskie Przedmieście 25), w którym mieściła się Poczta Saska. Jechał na trakt kaliski i miał jeszcze niespodziankę za rogatkami Woli. Przed oberżą (dziś ul. Połczyńska 56) czekał na niego Józef Elsner z chórem konserwatorium, który to odśpiewał mu skomponowaną przez Elsnera na tę okoliczność kantatę. Śpiewali m.in.:

 

Choć opuszczasz nasze kraje,

lecz serce twoje wpośród nas zostaje.

Pamięć twego talentu istnieć u nas będzie,

życzymy ci serdecznie pomyślności wszędzie.

 

Prorocze okazały się słowa piosenki: umarł w obcej ziemi, serce jego jest z nami, a pamięć jego talentu trwa…

 

 

Chotomska W., 1990, Tam, gdzie był Chopin, Wydaw. PTTK, Warszawa.

Gordon-Smith M.,Marek G. R., 1990, Chopin, Czytelnik, Warszawa.

Niewiarowska B., 2009, Warszawa Fryderyka Chopina, Miasto Stołeczne Warszawa Warszawa.

Siwkowska J., 1972, Tam, gdzie Chopin chodził na pół czarnej…, Książka i Wiedza Warszawa.

Hensel-Moszczyńska B., 2010, Warszawa – miasto młodości Chopina, „Spotkania z Zbytkami”,nr 1-2.

Rottermund K., 2010, Młody Chopin i aelopantalon, „Spotkania z Zabytkami”,nr 1-2.