SNM

Zmarła prof. dr hab. Maria Przychodzińska2019-09-18

więcej »

Zmarła Ewa Hoffman-Lipska2019-03-27

więcej »

Zapraszamy do naszej nowej księgarni − Księgarnia iNuty2018-09-13

więcej »

zobacz wszystkie aktualności

Newsletter

Podaj nam swój e-mail, jeśli chcesz otrzymywać aktualności

Wychowanie Muzyczne » Czytelnia » Gramy czysto od 70 lat

Gramy czysto od 70 lat

Autor: Daniel Cichy, Mirosław Grusiewicz

 

Z redaktorem naczelnym PWM, Danielem Cichym, rozmawia Mirosław Grusiewicz

 

 

 

Za nami obchody 70-lecia istnienia PWM – największego i najstarszego wydawnictwa muzycznego w  naszym kraju. Były imprezy, życzenia i serdeczności, a teraz nadszedł czas, by spojrzeć w przyszłość. O plany wydawnicze, pomysły rozwiązań istniejących trudności i stan polskiego edytorstwa muzycznego zapytaliśmy redaktora naczelnego PWM.

Mirosław Grusiewicz: Jest mi niezmiernie miło, że możemy porozmawiać, i to w takich przyjemnych okolicznościach Państwa jubileuszu. Przez ten rok towarzyszy nam piękne hasło „Gramy czysto od 70 lat”. Spontanicznie wymyślone czy narodziło się wśród innych pomysłów?

Daniel Cichy: Hasło „Gramy czysto” towarzyszy naszej oficynie już kilka lat i zostało wyłonione w konkursie, który ogłosiliśmy wśród pracowników naszej firmy na slogan reklamujący PWM. A że jego atrakcyjność i wieloznaczność świetnie oddaje rozmaite poziomy naszego funkcjonowania i wskazuje branżę, w jakiej działamy, pozostało dodać tylko jubileuszową siedemdziesiątkę.

 

M.G.: Pewnie nie wszyscy wiedzą – a sprawa jest i ciekawa i istotna również w kontekście naszej rozmowy – jaki obecnie jest stan formalnoprawny wydawnictwa. Parę lat temu, mniej więcej w czasie, kiedy obejmował Pan funkcję redaktora naczelnego, mówiło się o niewłaściwych rozwiązaniach formalnoprawnych – o tym, że te obowiązujące są niezgodne ze statutem wydawnictwa, z jego misyjnym charakterem i wieloletnią tradycją.

D.C.: Rzeczywiście, tak było i będzie do końca 2015 roku. W chwili, gdy rozmawiamy Polskie Wydawnictwo Muzyczne to jednoosobowa spółka skarbu państwa, a więc podlega bezpośrednio ministerstwu skarbu, nie resortowi kultury, co oznacza, że jedyną wartością, jaka interesuje naszego właściciela, jest to, żeby wynik finansowy był przynajmniej zerowy, żeby wydawnictwo nie przynosiło strat. Posługując się pewnym uproszczeniem – nie ma właściwie znaczenia, co Polskie Wydawnictwo Muzyczne „produkuje”, ważne, żeby został spełniony warunek ekonomiczny. A to oznacza, że musimy sami na siebie zarobić.

 

M.G.: I nie otrzymują Państwo żadnych dotacji ?

D.C.: Jako spółka skarbu państwa w zasadzie nie możemy pozyskiwać żadnych środków z mecenatu państwowego. Dwa czy trzy lata temu ta sytuacja nieco się zmieniła i tak jak inne podmioty prowadzące działalność gospodarczą, rocznie możemy składać kilka wniosków do programów ministra kultury. Tyle tylko, że na systemie grantowym nie można budować konsekwentnej polityki wydawniczej. Są to zawsze okazjonalne środki, które raz się dostaje, a raz nie. To właśnie dlatego musieliśmy dość mocno ograniczyć działalność merytoryczną PWM i skupić się na takich gałęziach, które przynoszą dochody. Sytuacja ta jest bardzo niebezpieczna, także dla polskiego edytorstwa i rynku muzycznego, a nawet dla całego środowiska. Jest bowiem sporo przedsięwzięć wydawniczych, takich jak wydania źródłowo-krytyczne, książki muzykologiczne, nuty do gry na mniej popularnych instrumentach, np. na harfie czy kontrabasie, które powinny być realizowane, a na których wydawnictwo niekoniecznie może zarobić.

 

M.G.: Nie wygląda to zbyt dobrze….

D.C.: Sytuacja rzeczywiście jest zła. Sześć lat temu ówczesne kierownictwo PWM zaczęło usilne starania o przekształcenie PWM ze spółki skarbu państwa w instytucję kultury. W ostatnich dwóch latach okazało się, że cel jest możliwy do osiągnięcia, i została przygotowana specjalna ustawa, na mocy której takiej zmiany statusu naszej oficyny można dokonać. Zdradzę, iż sprawa zbliża się do szczęśliwego finału, ustawa została przyjęta, podpisana przez prezydenta Komorowskiego, droga formalna rozpoczęta, wymiana odpowiednich dokumentów jest w toku i wszystko wskazuje na to, że z początkiem 2016 roku PWM stanie się instytucją kultury.

 

M.G.: I czym to będzie skutkowało?

D.C.: Wydawnictwo nadal będzie funkcjonować na warunkach ekonomicznych wolnego rynku, natomiast przedsięwzięcia wymagające specjalnych środków, niebędące typowo komercyjnymi, zostaną objęte specjalną dotacją.

 

M.G.: A w jaki sposób będą wyznaczane pozycje, które mają być dotowane, i te, które powinny się samofinansować? Może PWM powinno w całości realizować zamówienia Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego czy innych instytucji państwowych, komercyjną działalność zostawiając innym podmiotom?

D.C.: Pytaniem jest, co nazwiemy komercyjnym działaniem. Pracujemy na rzecz muzyki polskiej, wydajemy książki i nuty dotyczące najważniejszych zagadnień związanych z artystyczną edukacją. Wydajemy również muzykę filmową, rozrywkową, ale to też jest zasób kultury, który – odpowiednio podany – może przynieść pożytek. Mam więc pewien kłopot z pojęciem „komercja” w przypadku działalności takiej, jaką prowadzi PWM. Są rzeczy, na których – jeśli wykonamy je rzetelnie i profesjonalnie – na pewno nie zarobimy, a są i takie, które przynoszą zyski.

 

M.G.: Czy może Pan zdradzić, co się najlepiej sprzedaje?

D.C.: Najbardziej dochodowe są podręczniki, muzyka filmowa na fortepian czy opracowania kolęd. A ponadto – i tu chyba nie będzie zaskoczenia – różnego rodzaju gadżety. Jeżeli chodzi o pozycje książkowe, to popularne, choć drogie w przygotowaniu, są przewodniki, np. Przewodnik po muzyce fortepianowej[1], operowej[2], monumentalna praca Piotra Kamińskiego Tysiąc i jedna opera[3]. Tak wygląda zestaw hitów chętnie przyjmowanych przez rynek.

 

M.G.: Wróćmy jeszcze na chwilę do poprzedniego wątku. Czasami w przestrzeni publicznej można usłyszeć opinię, że monopol, jaki przez wiele lat miał PWM na wydawanie materiałów nutowych, zapewniła mu uprzywilejowaną pozycję na obecnym wolnym rynku. Jakby Pan odniósł się do tego stwierdzenia?

D.C.: Jest to prawda i wcale tego nie ukrywam. Nie ma w tym ani mojej zasługi, ani mojego poprzednika, ani poprzedniego szefa, po prostu tak to zostało ustawione historycznie. Wydawnictwo założone przez Ochlewskiego w 1945 roku od razu odpowiednio sprofilowano jako oficynę, która komplementarnie obejmuje wszystkie dziedziny życia muzycznego – wydaje i książki, i nuty, i publikacje pedagogiczne dla profesjonalnych muzyków i amatorów, materiały wypożyczeniowe dla orkiestr, encyklopedie.

 

M.G.: Zastanawiam się jednak cały czas, czy i na ile da się pogodzić działalność misyjną z komercyjną i gdzie jest granica między nimi. Czy wielkie przedsięwzięcia wydawnicze, jak chociażby wielotomowe encyklopedie, można zrealizować bez wsparcia zewnętrznego?

D.C.: Przy wydawaniu 12-tomowej encyklopedii na przestrzeni ostatnich 20 lat nie było mecenatu, a jednak wydawnictwo, które musiało na siebie zarabiać, jakoś to udźwignęło. W moim odczuciu w ostatnich latach zrobiliśmy – mimo trudnej sytuacji – wszystko, co w tych warunkach dało się w zakresie misyjności uczynić.

 

M.G.: Porozmawiajmy chwilę o Państwa ofercie. PWM wydaje piękne nuty – odnoszę się z wielkim szacunkiem zarówno do ich jakości merytorycznej, jak i edytorskiej. Są to dokładnie takie nuty, jakie powinny być – estetyczny zapis wprowadza do piękna kryjącego się za nim. Tylko dlaczego publikacje tego rodzaju muszą być tak drogie?

D.C.: Trzeba zdawać sobie sprawę z tego, jaki mamy rynek w Polsce. Nasze nakłady nut oscylują w granicach 200–300 egzemplarzy. Skoro w kraju mamy prawie 1000 szkół muzycznych, to dlaczego publikacja w nakładzie 200 egzemplarzy sprzedaje się aż przez cztery lata? Wydaje się to jakimś nieporozumieniem. Czy są to publikacje merytorycznie niedobre? Nie, ponieważ nasi klienci są z nich zadowoleni. Gdzie więc leży problem? Oczywiście w kserowaniu publikacji nutowych, czyli nieposzanowaniu własności intelektualnej i autora, i wysiłku wydawcy. Zatem nie tylko nie dostawaliśmy i nie dostajemy wsparcia państwowego na publikacje, na których wychowują się kolejne pokolenia muzyków, ale ponadto otrzymujemy jeszcze cios z boku, od środowiska, które powinno nie tylko czerpać korzyści z profesjonalnych wydawnictw nutowych, ale i któremu powinno zależeć na przestrzeganiu praw autorskich i wsparciu rodzimych twórców. Nie ukrywam, że często słyszymy opinię, że „nuty są za drogie”… Owszem, ponieważ wydajemy je w niewielkiej ilości egzemplarzy. A jeżeli chce się spełnić wszystkie warunki rzetelnego wydania publikacji – a więc, po pierwsze, zadbać o wysoki poziom merytoryczny, po drugie – edytorski, po trzecie – graficzny; jeżeli chce się wreszcie – po czwarte – uregulować wszystkie kwestie prawne, umowy, licencje itd., to koszty puchną. Gdyby część nauczycieli nie kserowała nut, tylko je kupowała, gdyby nie wręczała uczniom kopii, co jest nie do pomyślenia w krajach zachodnich, jednostkowa cena publikacji byłaby o wiele niższa. Niestety dziś mamy do czynienia z kwadraturą koła – nauczyciele nie kupują nut, tylko je kserują, bo mówią, że jest drogo, a jest drogo dlatego, że nuty są kserowane, a nakłady niskie. I jeszcze jedna sprawa. Bardzo dużo nowości nutowych sprzedajemy za granicą, polskie środowisko kupuje głównie to, co już dobrze zna.

 

M.G.: No właśnie, w Państwa ofercie jest sporo wznowień, zarówno książek, jak i nut.

D.C: Książek mniej, w ostatnich latach wznowiliśmy tylko kilka tytułów. Przykładem 11. wydanie Przewodnika operowego Józefa Kańskiego. Każdy wydawca chciałby mieć taki hit.

 

M.G.: Takich Państwa hitów jest więcej: Słowniczek muzyczny Habeli[4], Zasady muzyki Wesołowskiego[5], Harmonia Sikorskiego[6]. Na pewno można być dumnym z faktu, że ma się w ofercie tytuły chętnie kupowane od 50 lat, ale może warto pomyśleć o zamianie tych pozycji na nowe?

D.C.: Nowych pozycji jest bardzo dużo. W ostatnich trzech latach wprowadziliśmy sporo książek z zakresu edukacji muzycznej. Szacuję, że 2/3 oferty to nowości, a tylko 1/3 to wznowienia. Te ostatnie natomiast są często poprawionymi opracowaniami w zmienionych szatach graficznych.

 

M.G.: Przyznaję, zdecydowanie więcej jest wznowień nutowych, szczególnie tych do użytku szkolnego.

D.C.: Myślę, że jest to powód do dumy, że w katalogu PWM znajduje się tak wiele tytułów wieloletnich. Nie zadajemy pytania, dlaczego dzieci cały czas grają Bacha. Jeżeli utwory Janiny Garści są zakorzenione w procesie gry na fortepianie, oznacza to, że jest to bardzo dobry repertuar metodyczny. Z przyjemnością więc wznawiamy najbardziej doceniane przed odbiorców tytuły. Z drugiej jednak strony dostarczamy nowe pozycje: Kowalowski[7], Krauze[8], Łuciuk[9] i wiele innych nowych tytułów i nowych kompozytorów.

 

M.G.: I te nowości dobrze się sprzedają? Przynoszą zyski?

D.C.: Wracamy do punktu wyjścia… Nowości kosztują nas najwięcej i – co charakterystyczne – bardzo wolno wchodzą w rynek. Z naszych badań wynika, że publikacja nutowa zostaje rozpoznana przez rynek po minimum dwóch latach. Podam przykład utworów fortepianowych Zygmunta Krauzego – genialna literatura pedagogiczna, nieznane utworki z lat 60., rewelacyjne pod względem artystycznym i metodycznym. Włosi, Niemcy, Anglicy są zachwyceni, kupują dziesiątki egzemplarzy, jednak polscy nauczyciele potrzebują więcej czasu, żeby z tym repertuarem się oswoić, zobaczyć, jak funkcjonuje w zderzeniu z uczniem. Tzw. back lista jest siłą PWM, życzyłbym sobie jednak, żeby nasi odbiorcy doceniali także nowe rzeczy, które publikujemy.

 

M.G.: Czy podejmują Państwo jakieś specjalne działania, aby te nowości przybliżać potencjalnie zainteresowanym osobom?

D.C.: Naturalnie, duży nacisk kładziemy na promocję, na informowanie nauczycieli, na stały kontakt z nimi za pomocą specjalnie przygotowywanych newsletterów, katalogów, ofert. Wydajemy także świetnie przyjmowane przez nauczycieli czasopismo „Scala”. Ponadto takie imprezy jak Dzień Edukacji Muzycznej czy szkolenia organizowane przez Centrum Edukacji Nauczycieli Szkół Artystycznych stwarzają szansę, by nowe publikacje zaistniały w świadomości nauczycieli. Autorytety w swoich dziedzinach zwracają uwagę uczestników na walory metodyczne i artystyczne nowej literatury. Jednym z celów prowadzonych wówczas warsztatów jest skłonienie nauczycieli do otwarcia się na współcześnie tworzoną muzykę.

 

M.G.: W ostatnich latach da się też zauważyć zaangażowanie PWM w powszechną edukację muzyczną i pewne starania o to, by zaspokajać potrzeby związanego z nią środowiska, ale... nowych piosenek dla dzieci jak nie było, tak – można powiedzieć – nie ma. W latach 70.–80. dla najmłodszych tworzyło wielu uznanych kompozytorów, dzisiaj trudno mi wskazać kogoś, kto pisałby dla tej grupy odbiorców. Nie mamy też muzyki do muzykowania zespołowego. Kiedyś tym zajmowały się Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne, dzisiaj nikt tego nie robi. Czy działają Państwo, aby tę sytuację zmienić?

D.C.: Nie mogę zgodzić się z tym, co Pan powiedział. To nieprawda, że nie ma nikogo, kto zajmowałby się wspomnianymi obszarami. Powoli staramy się zapełniać i tę lukę. Żeby lepiej i precyzyjniej realizować potrzeby edukacji muzycznej, w 2013 roku powołaliśmy Radę Programową do spraw Publikacji Pedagogicznych, w której zasiadają autorytety zarówno ze szkolnictwa muzycznego, jak i ogólnokształcącego. Konsultujemy z nimi bardzo wiele propozycji wydawniczych, i oni też nam je recenzują.

 

M.G.: I jakie są tego efekty?

D.C.: W ciągu ostatnich dwóch lat zaczęło pojawiać się coraz więcej kameralistyki. Ot, choćby dzisiejsza „świeżynka” – Brzozowski[10] na trzy klarnety.

 

M.G.: No tak, ale to nadal jest nakierowane na muzykowanie w szkole muzycznej.

D.C.: To prawda, że mamy większy kontakt ze szkolnictwem artystycznym, ale chcę to zmieniać. Nie zawsze jednak okoliczności zewnętrzne są sprzyjające. Przykład – przymierzaliśmy się do stworzenia podręcznika do muzyki dla klas 1–3 szkół ogólnokształcących, podjęliśmy działania koncepcyjne, gdy nagle gruchnęła wiadomość, że MEN będzie wydawać bezpłatne podręczniki. Musieliśmy więc wstrzymać prace.

 

M.G.: A jak sprawa wygląda z piosenkami? One naprawdę są potrzebne. Czy podejmują Państwo jakieś działania zmierzające do tego, żeby kompozytorzy zaczęli pisać piosenki dla dzieci? Na dzień dzisiejszy piosenki piszą nauczyciele, autorzy podręczników, kompozytorów w zasadzie tu nie ma.

D.C.: Tryb pracy PWM jest taki, że albo ktoś zgłasza propozycję i my ją oceniamy, badamy, analizujemy, albo my daną publikację zamawiamy u sprawdzonego autora. Przyznam, że w ostatnich latach otrzymaliśmy kilka propozycji wydania piosenek, najczęściej z płytami, ale na razie nie jesteśmy zadowoleni z przysyłanych materiałów, nie reprezentują one poziomu artystycznego, który by nas satysfakcjonował, mamy też zastrzeżenia do ich walorów edukacyjnych. Dlatego wciąż szukamy. Jeżeli tylko pojawi się interesująca propozycja zbioru piosenek do wykorzystania w szkolnictwie ogólnym, proszę o sygnał, a my się temu przyjrzymy i chętnie zaangażujemy się w takie przedsięwzięcie. Na razie to, co udało nam się zrobić i co próbujemy przemycać do szkół ogólnokształcących, to repertuar dla chórów dziecięcych, który staramy się zamawiać u kompozytorów. Na przykład poprosiliśmy prof. Romualda Twardowskiego, który genialnie czuje specyfikę zespołów chóralnych, aby  napisał proste opracowania piosenek o tematyce patriotycznej na trzygłosowy chór dziecięcy[11]. Wydaliśmy też utwory chóralne Marcina Mazura[12], a w planach mamy kolejne pozycje. Sukcesywnie wprowadzamy tego typu repertuar. Postanowiliśmy w tym segmencie dostosować warunki ekonomiczne do polskich realiów. Poza wydaniami studyjnymi dla dyrygentów mamy w ofercie egzemplarze dla chórzystów, które sprzedajemy bardzo tanio. Jeden taki egzemplarz to jest czasami koszt trzech–czterech złotych.

 

M.G.: PWM znany jest z wielkich przedsięwzięć – encyklopedie, dzieła wszystkie uznanych kompozytorów, piękna seria w Roku Lutosławskiego, nieźle uczczony Rok Chopina. Dlaczego w Roku Kolberga jakoś mniej Was było widać?

D.C.: Zainicjowaliśmy wiele lat temu wydanie spuścizny tego wybitnego badacza, ale obecnie z tą twórczością mniej nas łączy. Z naszych ostatnich wielkich przedsięwzięć warto przypomnieć zakończenie Wydania Narodowego Dzieł Fryderyka Chopina w 2010 roku, w 2012 zakończyliśmy edycję wieloczęściowej Encyklopedii muzycznej, a w 2014 zamknęliśmy, po 50 latach, monumentalną edycję źródłowo-krytyczną dzieł Karola Szymanowskiego. W grudniu 2016, czyli za rok, planujemy skończyć dzieła wszystkie Karłowicza i z okazji 140-rocznicy urodzin tego kompozytora, wspólnie z kilkoma filharmoniami w Polsce szykujemy specjalne koncerty. W tym samym dniu w największych salach koncertowych Polski rozbrzmiewać będzie Karłowicz. Przed nami 2019 rok, a więc Rok Stanisława Moniuszki. Na kilka lat przerwaliśmy edycję jego utworów, teraz ją wznawiamy i – tak jak mówiłem – planujemy za parę lat sfinalizować wydanie wszystkich dzieł tego kompozytora.

 

M.G.: Do encyklopedii na razie Państwo nie wracają? Mówiło się kiedyś, że poza częścią biograficzną będzie teoretyczno-muzykologiczna.

D.C.: Nie mówię w sposób zdecydowany, że nie wrócimy do idei wydania części rzeczowej.

 

M.G.: A nowe media? Czy w tym obszarze coś się dzieje?

D.C.: Oczywiście, Internet jest naszym naturalnym środowiskiem – w wirtualnej przestrzeni wszystko jest dostępne i działamy w niej promocyjnie. W niedługim czasie wszystkie pozycje nutowe będą miały swoje podglądy pierwszych stron. Współpracujemy z Narodowym Instytutem Audiowizualnym, wydajemy e-booki, przygotowujemy wersję elektroniczną naszego magazynu „Quarta”.  

 

M.G.: A czy mają Państwo zamiar produkować pulpity elektroniczne?

D.C.: Nuty dla orkiestr w postaci cyfrowej są zdecydowanie sprawą przyszłości. Dyskutuje się o tym w gronie największych wydawców, my też bierzemy w tych dyskusjach udział, ale – po pierwsze – nie ma jednolitego formatu, w jakim te nuty mogłyby być odczytywane, nanoszone poprawki, a po drugie, palącą jest kwestia ochrony prawnej utworów, obmyślenia sposobu ich zabezpieczania i kontrolowania sposobów wykorzystania.

 

M.G.: Na koniec pytanie o marzenia. Gdyby nie miał Pan żadnych ograniczeń organizacyjnych i finansowych, co chciałby Pan zrobić w sferze wydawniczej?

D.C.: Moim celem jest twórcze rozwinięcie tego, co kiedyś zrobił w PWM prof. Mieczysław Tomaszewski. Nie chcę wyważać otwartych drzwi – chcę powrócić do najlepszych tradycji naszej oficyny, oczywiście podpartych nowymi mediami, nowymi środkami promocji i dystrybucji. Integralna koncepcja wydawnictwa jest mi bardzo bliska. Dlatego zapełnienie rozmaitych pól muzycznych publikacji i spełnienie oczekiwań środowiska muzycznego – i tego profesjonalnego, i tego nieprofesjonalnego – czy amatorskiego ruchu oraz szkolnictwa muzycznego i ogólnego jest moim marzeniem. Mam nadzieję, że uda się tego dokonać z fantastycznym zespołem ludzi, którzy pracują w PWM-ie.

 

M.G.: Bardzo serdecznie tego życzę i dziękuję za rozmowę.

D.C.: Ja również dziękuję i pozdrawiam wszystkich czytelników „Wychowania Muzycznego”.

 

 


[1] M.T. Łukaszewski, Przewodnik po muzyce fortepianowej, PWM 2014.

[2] J. Kański, Przewodnik operowy, wyd.11, PWM 2014.

[3] P. Kamiński, Tysiąc i jedna opera, wydanie jednotomowe, wyd. 2, PWM 2015.

[4] J. Habela, Słowniczek muzyczny, wyd. 22, PWM 2013.

[5] F. Wesołowski, Zasady muzyki, wyd. 17, PWM 2014.

[6] K. Sikorski, Harmonia 1, wyd. 10, PWM 2011; Harmonia 2, wyd. 13, PWM 2010.

 

[7] Np. Z. Kowalowski, Witaj Reksio! Na 2 fortepiany, PWM 2015; Okruchy. Trzy utwory na fortepian, PWM 2015.

[8] Np. Z. Krauze, Trzy etiudy na fortepian, PWM 2015; Tańce Gnomów na fortepian, PWM 2015; Dwie inwencje na fortepian, PWM 2015; Małe wariacje na fortepian, PWM 2015; Monodia i fuga na fortepian, PWM 2015.

[9] Np. J. Łuciuk, Improwizacje dziecięce na fortepian, PWM 2015.

[10] A. Brzozowski, Zagrajmy razem! Na 3 klarnety, PWM 2015.

[11] R. Twardowski, O mój rozmarynie. Wiązanka pieśni legionowych na chór mieszany a cappella, PWM 2014.

[12] M. Ł. Mazur, Sześć pieśni do słów Joanny Kulmowej na chór dziecięcy lub żeński a cappella, PWM 2014.