SNM

Zmarła Ewa Hoffman-Lipska2019-03-27

więcej »

Zapraszamy do naszej nowej księgarni − Księgarnia iNuty2018-09-13

więcej »

Startuje Ogólnopolski Program Pracownia Muzyczna Casio2018-08-28

więcej »

zobacz wszystkie aktualności

Newsletter

Podaj nam swój e-mail, jeśli chcesz otrzymywać aktualności

Wychowanie Muzyczne » Czytelnia » Zielona Ojcowizna i jej muzyka – monodram

Zielona Ojcowizna i jej muzyka – monodram

Autor: Krystyna Merska

Polska przyroda jako inspiracja do twórczości muzycznej naszych najsłynniejszych kompozytorów to żadna nowość. Spróbujmy jednak odwrócić sytuację i na muzykę spojrzeć jako na inspirację do uważności i smakowania przyrody. Jeśli dodamy do tego poetycką formę do wygłoszenia przez jednego „aktora”, uzyskamy przybliżający muzykę monodram – jeszcze jeden sposób na niebanalne spotkanie z twórczością Chopina i innych kompozytorów.

 

 

Myślę, że otaczający nas świat mówi do nas. Jego przesłanie rozumiał Fryderyk Chopin, który uważnie słuchał polskiej przyrody i jej dźwięki przekładał na język muzyki. Muzyka Chopina to słownik, w którym łączą się głosy świata i ludzkiej duszy.

 

Wiosna to jest adagio świat powoli budzi się do życia po biało-czarnej zimie. W ciepłe, słoneczne dni lubię wędrować polną drogą i wystawiać twarz do słońca. Wsłuchuję się w wiatr, który wplątuje mi nutki we włosy, kołysze świeże, jasnozielone liście i białoróżowe kwiaty jabłoni. Wysoko pod niebem pięknie śpiewa skowronek. Bocian powoli leci do gniazda, a łodygi roślin codziennie są o kilka milimetrów bliższe kwiatu. Cytrynek wolniutko opada na liść kwiatu i grudki ziemi wolno obsypują się ze świeżego kopczyka kreta. Nie wiadomo, kiedy kończy się wiosenny deszczyk i znika tęcza.

           

Ten mazowiecko-grójecki krajobraz zachowali dla mnie przodkowie. Gniazdo bocianie na olbrzymiej topoli białej założył jeszcze mój pradziadek. Do tej pory jest tam metalowo-drewniane koło. Dziadek opowiadał, że kiedyś rodziły się po cztery bocianiątka. Teraz rodzą się tylko dwa lub jedno. Jak my czekamy na przylot naszych bocianów! Potem długo spieramy się, czy są to te same co w tamtym roku. A lecący do gniazda bocian z rozłożonymi skrzydłami przypomina krzyżyk, który ,,podwyższa” wiosnę o półton.

           

Dziadek z tatą mają sad. Ale dziadek specjalnie dla nas zachowuje pole uprawne z ziemniakami, pszenicą, łubinem i gorczycą. I z takimi prawdziwymi miedzami. Kiedy orze się pole, do świeżych robaków zlatują się wszystkie wrony, gawrony i kruki z okolicy i kraczą: ,,kra, kra, kra”, a szpaki z czereśni odpowiadają im: ,,łra, łra, łra”. I słychać polną arię, takie mosso.

           

Babcia na przekór modzie hoduje jeszcze kaczki, gęsi, kury, nawet dwa indory. Mówi, że mieszkać na wsi i nie mieć świeżych jajek wcale nie wypada. Gdy karmię to nasze ptactwo, dookoła słyszę takie ptasie parlando.

 

Lato to allegro, bo latem jest wesoło. W melodii letniej mieści się najwięcej dźwięków: szum traw, plusk deszczu w kałużach, szemranie rzeczki, grzmot podczas burzy, stukot spadających z drzew jabłek, brzęczenie pszczół. O, z pszczołami to oddzielna historia! Mają dziesięć kolorowych domków. Pasieka jest po wujku babci. Gdy zakwitają bzy, lipy i czereśnie, pszczoły uwijają się żywo. Gdyby to zapisać nutami, byłoby vivo. To, co się dzieje w sadzie wiosną, to uwertura do zbiorów latem i jesienią.

 

Con Calore

 

Zagraj mi czerwone życie,

co bije w biedronce

siedmioma sercami.

Wygraj mi złote życie,

co ucieka ze słońca

promieniami.

 

Zgraj mi mapę podróży

mrówek i pszczół.

 

Graj ciszę przed burzą

i piorun z chmur

– poprosił Mały Książę.

                             Krystyna Merska

 

Latem kąpiemy się w stawie, a wieczorem siedzimy na brzegu, czasem pieczemy kiełbasę przy ognisku. Słychać kumkanie żab, a o zmroku cykają świerszcze. Od zabudowań niesie się szczekanie psów. Właśnie w takich chwilach Chopin musiał tworzyć swoje nokturny.

 

Za to w lesie są ciągłe improwizacje. Raz jest cicho, łagodnie, a kiedy indziej wiatr szumi, świszcze, huczy, trzeszczy w koronach drzew. Nigdy nie wyrzeknę się spacerów do lasu. Nigdzie się tak nie odpoczywa, męcząc się zbieraniem jagód, grzybów, pokonywaniem kilometrów dróżek, aby zobaczyć zająca, zaskrońca, wiewiórkę czy sarenkę.

 

Piękny spacer

 

Jakby zwykłym sobie drzewem

byłam w parku.

Zasłuchana w szumie liści.

Zasłuchana w ptasim śpiewie.

Park rozłożył miękką trawę,

co jak dywan tuli stopy.

Złoty liść ozdobił włosy.

Weszłam prosto w obłok tlenu.

Jestem lekka jak sarenka.

Czuję, jak mi myśli rosną.

Wypłukują czarne troski.

Powolutku jak nasionka,

co kiełkują w dobrej ziemi,

zbieram w parku ciszę,

radość, czystość, zasłuchanie,

zieleń, szum,

paletę barw.

Do koszyczka serca

wkładam

i do domu niosę

lekko,

aby z życia park uczynić

i powtórzyć tamto

piękno.

                 Krystyna Merska

   

A burza? Gdyby ją przełożyć na muzykę, to forte przechodzi w fortissimo. Oczywiście najbardziej boję się staccato grzmotów.

 

Jesienią andante zmieniają się na gorsze kolory, pogoda, przyroda i nastrój. Leciutko spadają liście z drzew, lecą kasztany – ,,pac, pac”. Najsmutniejsze pożegnanie lata to pięciolinie drutów elektrycznych, na których siedzą jaskółki-nutki, czasem są to wróble albo inne ptaszki. A pod nimi czerwono zachodzi słonko, posyłając długie, złote promienie. Słychać jazgot ptaków zbierających się w stada lub przelatujących po niebie kluczem. To pasaż – zwrot do zimy.

 

Zimą, gdy śnieg otuli świat, jest na wsi przeraźliwie, ale też pięknie. Piano. Tylko spór wróbli na krzakach bzu koło domu przynosi małe ożywienie. Gorzej, gdy jest zamieć. Wtedy wiatr dmie w kominie, śnieg uderza w okna. Forte, forte, forte, fortissimo! Precz, zła zimo! Lepimy bałwany, zjeżdżamy na sankach. Byle do wiosny!

Zimą dziękuję przodkom za wysokie drzewa koło domu. Jakże majestatycznie wyglądają przysypane śniegiem korony świerków, jodeł, sosen, tui, jałowców. Odczuwam wdzięczność za staw z błyszczącą taflą, na której urządzamy wyścigi w ślizganiu się. Za karpie wyławiane dużo wcześniej przed wigilią. Za dużą jodłę na choinkę z naszego lasu. Nawet za jemiołę przywiezioną spod Radomia i hodowaną na naszej topoli.

 

Jakie to szczęście, że mieszkam na wsi! I chociaż nie wiem, gdzie rzuci mnie los, gdzie dokonam rzeczy, które są moim przeznaczeniem, to wiem, że tu będę wracać. Bo tu, w swej Ojcowiźnie, znalazłam swój pierwszy ogród. A każdy człowiek potrzebuje ogrodu, czyli zakątka przyrody, w którym odradza swoje siły duchowe. Pamiętajcie o ogrodach, przecież  stamtąd przyszliśmy... Ta melodia mojej małej Ojczyzny na zawsze we mnie zostanie. Zapachy i kolory też.

 

Pamiętajcie o ogrodach

 

 

Bluszczem ku oknom,
kwiatem w samotność,
poszumem traw,
drzewem co stoi
uspokojeniem
wśród tylu spraw.

 

Pamiętajcie o ogrodach,
przecież stamtąd przyszliście.
W żar epoki użyczą wam chłodu
tylko drzewa, tylko liście.
Pamiętajcie o ogrodach,
czy tak trudno być poetą.
W żar epoki nie użyczy wam chłodu
żaden schron, żaden beton.

 

Kroplą pamięci,
nicią pajęczą,
zapachem bzu,
wiesz już na pewno,
świeżością rzewną
to właśnie tu.

 

Pamiętajcie o ogrodach…

 

I dokąd uciec
w za ciasnym bucie,
gdy twardy bruk.
Są gdzieś daleko
przejrzyste rzeki
i mamy XX wiek.

 

Pamiętajcie o ogrodach…

                                                     

 

Cztery pory roku i drzewa

 

Wiosną

ciepły wiatr

w chmurach śpiewa.

W młode listki

stroją się drzewa.

Latem

drzewom gorąco jest w  dzień

i rzucają sobie długi cień.

A jesienią

niby słonka ubędzie,

ale żółto i złoto

jest wszędzie.

Zimą

drzewa w bieli,

niby w niebie anieli

już śpiewają.

                 Krystyna Merska