SNM

Zmarła prof. dr hab. Maria Przychodzińska2019-09-18

więcej »

Zmarła Ewa Hoffman-Lipska2019-03-27

więcej »

Zapraszamy do naszej nowej księgarni − Księgarnia iNuty2018-09-13

więcej »

zobacz wszystkie aktualności

Newsletter

Podaj nam swój e-mail, jeśli chcesz otrzymywać aktualności

Wychowanie Muzyczne » Czytelnia » Szczęście zależy od nas samych – jasełka 2013

Szczęście zależy od nas samych – jasełka 2013

Autor: Maria Górska

artykuł z numeru 5.2013


Scena pierwsza

Scena druga

Scena trzecia

Scena czwarta

Scena piąta

Scena szósta

Scena siódma

Scena ósma

 

Grudzień to zawsze miesiąc szczególny. W domach pachnie pysznymi potrawami, wszyscy biegamy w ferworze świątecznych przygotowań, pakujemy prezenty, sprzątamy… W szkołach szykujemy kolejne jasełka – ze żłóbkiem, pastuszkami i wszystkim, co przypomina nam narodziny Boga Wcielonego. Nie odbiegając zbyt daleko od tej tradycji, spróbujmy spojrzeć w tym roku z nieco innej strony i przypomnieć sobie i naszym uczniom, co tak naprawdę jest ważne – w Boże Narodzenie i w każdym czasie.

 

Osoby:

– pani Amelia

– córka pan Amelii – Karolcia

– mąż pani Amelii – Kacper

– brat pani Amelii – Melchior

– ojciec pani Amelii – Baltazar

– matka pani Amelii – Hania

– sprzedawcy I, II, III, IV (może być więcej osób tańczących)

– matka Joshui

– ojciec Joshui

– Joshua

– dzieci do tańca izraelskiego

– anioły I, II, III, IV (do śpiewania piosenki więcej osób)

– chłopcy z ulicy: Jacek, Tomek, Piotrek, Marek, Michał, Józek

– narrator.

 

Scena pierwsza

Cisza, mrok. Słychać zbliżające się odgłosy: kroki przechodniów, samochody, klakson i inne dźwięki miasta. Na scenę wbiega (prowadzona przez snop reflektora) elegancko ubrana pani z naręczem toreb z zakupami. Za nią podąża znudzona dziewczynka (Karolcia) – jej córka, dźwigając kolejną partię prezentów. Pokazuje się powoli dekoracja – rozjarzone wystawy sklepowe pełne bogatych towarów.

 

Pani Amelia:

Chodź no szybko, chodź tu prędzej, czas to pieniądz, moje serce.

 

Zaczyna śpiewać:

czas to pieniądz (podrzuca monetę do góry),

ja chcę mieć go więcej!

 

Czas to pieniądz. Piosenka pani Amelii

 

Prędzej, prędzej, już nie zwlekaj,

tempo równe, nie chcę czekać.

Chodźże w końcu, co za dziecko!

Z takim tempem będzie kiepsko.

 

Przecież święta tuż za rogiem są,

Boże Narodzenie – tak je zwą.

 

A tu tyle do roboty,

trzeba kupić wisior złoty

babci Hani w podarunku.

Uważaj, nie zgub pakunków!

 

Przecież święta tuż za rogiem są,

Boże Narodzenie – tak je zwą.

 

Masz tu listę z prezentami,

z świątecznymi zakupami,

to jest przecież najpiękniejsze,

te prezenty – większe, mniejsze!

 

Przecież święta tuż za rogiem są,

Boże Narodzenie – tak je zwą.

 

Karolcia (śpiewa)

Czemu zawsze jest tak samo. Piosenka Karolci

 

Czemu zawsze jest tak samo?

Kiedy wstaję co dzień rano,

mama śpieszy się i śpieszy,

nie pogada, nie pocieszy.

 

Jeśli święta tuż za rogiem są,

będą smutne, jak miniony rok!

 

O zakupach i prezentach

zawsze w domu ktoś pamięta,

ale czasu nie ma na spotkanie,

na sekundę, tuż przed spaniem!

 

Jakie święta tuż za rogiem są,

będę sama i prezentów stos!

 

Może gdzieś tam inny ktoś

czuje również taką złość,

cicho w kącie popłakuje,

bo się nikt nim nie zajmuje.

 

Panie Boże, proszę mocno Cię,

przemień serce mamy mej!

 

Pani Amelia:

Karolciu! Idziemy szybciutko!

Jeszcze do butiku, na krótko.

 

Pani Amelia ciągnie Karolcię za rękę i wchodzą do sklepu (schodzą ze sceny).

 

Scena druga

Parę lad, przy których sprzedawcy wystawiają towary – prezentują je pani Amelii, przekrzykując się wzajemnie. Każdy z nich ma fartuch innego koloru i charakterystyczne nakrycie głowy. Karolcia przez chwilę patrzy, potem siada i zasłania głowę rękoma.

 

Sprzedawca I:

Miła pani – tu klejnocik!

Po promocji – 500 złotych.

 

Sprzedawca II:

Ta oferta jest nie lada:

piękny ptak – i umie gadać.

 

Sprzedawca III:

Mam tu cudne wręcz pralinki!

Te toruńskie – Katarzynki.

 

Sprzedawca IV:

Tu są gry i komputery,

najróżniejsze wręcz bajery!

 

Pani Amelia:

Ach, ach, jakie piękne rzeczy!

Nikt mi przecież nie zaprzeczy.

 

Karolcia:

Nikt, mamuniu... Tylko tu, w tej ciszy,

ja zaprzeczę, nikt nie słyszy.

Po co, na co, za co, czemu

chcesz świat kupić, po staremu?


Po co, na co. Chór sklepikarzy (śpiew i taniec):


Po co, na co, za co, ile

kupić możesz? Czekaj chwilę!

Nie myśl długo, daj sakiewkę,

kupuj, kupuj, na rozgrzewkę.

 

Będziesz czuła się spełniona,

dobra matka, dobra żona!

Będziesz sypać prezentami,

nie, nie oszczędzaj, daj się zmamić!

 

Choć tu do nas, tu jest bosko,

świat migocze, nie ma troski!

Wszystko iskrzy się i błyszczy,

tu marzenia możesz ziścić.

 

Będziesz czuła się spełniona,

dobra matka, dobra żona!

Będziesz sypać prezentami,

nie oszczędzaj, daj się zmamić!

 

Pani Amelia (śpiewa):

Proszę panów – wszystko biorę,

te pakunki już są moje,

to dla dziadków, dla rodzinki:

złoto, ptaszek i pralinki.

 

Pani Amelia bierze klatkę z papugą, pudełko czekoladek i wisiorek. Wychodzą z Karolcią.

 

Scena trzecia

Skromny pokój. Stół, fotel, szafka. Przy stole oświetlonym przez małą lampkę siedzi kobieta skromnie ubrana (Matka), ceruje skarpetki. Na fotelu siedzi mały chłopiec Joshua, o fotel są oparte kule. Koło fotela znajduje się framuga okna, przez które widać rozgwieżdżone niebo.


Joshua (śpiewa)

 

Księżyc już śpi. Piosenka Joshui

 

Księżyc już śpi i gwiazdy też,

a w izbie tej tak zimno jest.

Chciałbym stąd wyjść, zobaczyć świat,

zrobić bałwana, pogonić wiatr.

 

Lecz ja nie mogę wyjść sam na spacer,

tylko czasami, jak tato wraca,

taki zmęczony, lecz ma czas dla mnie,

pomaga chodzić, wspiera mnie zawsze.

 

Nie jest tak źle, mama tu jest

i zawsze do mnie uśmiecha się.

Gdy boli mnie lub jest mi źle,

ona jest przy mnie, pomóc mi chce.

 

Choć ja nie mogę wyjść sam pobiegać,

mama jest przy mnie i nie narzeka,

że tak pracuje przez całe dnie.

Ona mnie kocha, ja o tym wiem.

 

Matka:

Synku mój, tu zimno jest.

Czekaj, tam leży gruby pled,

(wstaje i podchodzi do szafki z kocem, potem wraca do Joshui)

okryję cię szczelnie i mam nadzieję,

że cię ten przeciąg nic nie zawieje!

Na ogrzewanie już nie starczyło,

ostatnio jakoś rachunków przybyło,

lecz z łaską Boską jakoś to będzie,

może nas Bóg uchroni od nędzy.

 

Wchodzi ojciec.

 

Ojciec:

Pokój domowi temu, szczęść Boże.

Jak tam Jushua, coś mi pomożesz?

 

Joshua:

Och, tato, naprawdę pomóc ci mogę?

Mimo że mam chorą i słabą nogę?

 

Ojciec:

Jeszcze masz uszy i oczy zdrowe,

ręce jak złoto – do pracy gotowe.

Mam zamówienie na domek dla lalek,

pomożesz rzeźbić, tylko nie szalej!

Jeśli się zakrzątniemy szybko,

będzie na święta barszczyk i rybka!

 

Joshua:

Rybka mniam, mniam i barszczyk pycha,

zwłaszcza barszczyku ogromna łycha!

Będę pracować nawet w noc ciemną,

żeby mieć za co jeść w Wilię świętą.

 

Matka:

Dobrze już, dobrze, koniec gadania,

teraz najwyższa jest pora do spania.

Zmówmy modlitwę, dziękując cicho

za naszą trójkę, życie i miłość.

 

Taniec izraelski z chustami.

 

 

Scena czwarta

Ten sam pokój, Noc. Joshua śpi, matka i ojciec rozmawiają.

 

Duet matki i ojca:


Ojciec:

Mało dzisiaj zarobiłem,

żadnej fortuny nie zbiłem.

Wiesz, nie umiem się targować,

adorować, afiszować.

 

Matka:

Wiem, że bardzo się starałeś,

przez dzień cały wciąż biegałeś...

 

Ojciec:

Teraz ludzie złom kupują,

te zabawki wciąż się psują.

Moje są solidne, z drewna,

ale praca jest niepewna.


Matka:

Daj już spokój i odpocznij,

taki już nasz los widocznie...

 

Ojciec:

Gdybym czasem zachachmęcił

i na drewnie przyoszczędził,

mógłbym taniej się sprzedawać,

lecz mnie mierzi ta postawa.


Matka:

Słusznie mówisz, być uczciwym

to być wolnym, niekłamliwym.


Ojciec:

Niech tam; co ma być, to będzie,

domek skończę po weekendzie.

Mam już kupca, za robotę

skłonny jest zapłacić złotem.

 

Matka:

Lecz już teraz kładź się, już,

niech cię chroni Anioł Stróż!

 

Taniec aniołów.

 

Anioł I:

Patrzcie na śpiącą w spokoju rodzinę,

bogatą w miłość, życie bez winy.


Anioł II:

Ci, co swym sercem dzielą się wszędzie…

Tutaj jest pięknie, zawsze tak będzie.


Anioł III:

Spójrzcie na chłopca – niewinne dziecię,

czy jemu piosnkę zaśpiewać chcecie?

 

Anioł IV:

Dobrze, lecz cicho, nie budź chłopczyka,

niech się już z bólem swym nie boryka...

 

Śpij i śnij. Piosenka aniołów.

 

Śpij i śnij, śpij i śnij

o słonecznych dniach bez chmur,

pięknych szczytach śnieżnych gór,

o miłości, która trwa,

swoją moc dziś chce ci dać.

 

Śpij i śnij, śpij i śnij

o dawaniu siebie tam,

gdzie jest człowiek całkiem sam,

o spotkaniach, tak w sam raz,

kiedy cię nie goni czas.

 

Śpij i śnij, śpij i śnij, śpij i śnij, śpij.....

 

 

Scena piąta. Ensemble rodzinne

Dom pani Amelii. Dookoła stołu siedzą: pani Amelia, jej mąż Kacper, brat Melchior i dziadek Baltazar, Karolcia, babcia Hania. Pan Kacper wpatruje się w telewizor.

 

Chór rodzinny:

 

Pani Amelia:

Drogi Kacprze, nie patrz w ekran,

nie ma czasu, jedz, nie zerkaj!

 

Pan Kacper:

To są ważne wiadomości!

Popatrz, jak się premier złości.

 

Brat Melchior:

Wiedza, wiedza najważniejsza,

bez niej nie możemy przetrwać.

 

Dziadek Baltazar

Cóż wy, młodzi, trajkoczecie?

Pieniądz najważniejszy w świecie!

 

Karolcia:

I tak ciągle, i tak w kółko

mam z tych kłótni wciąż powtórkę.

Wujek Melchior razem z dziadkiem,

jeszcze mama na dokładkę.

No a tata patrzy tam,

gdzie błyszczący jest ekran!


Pani Amelia:

Cicho, córciu, milcz przy stole.

Twe maniery w oczy kolą!

 

Pan Kacper:

Cisza! Ważne wiadomości,

popatrz, jak się premier złości.

 

Brat Melchior:

Zjedz szybciutko, lekcje zrób!

Wiedza, wiedza, to jest cud!

 

Dziadek Baltazar:

I pamiętaj, wnuczko moja,

przyszłość tu się liczy twoja!

 

Karolcia:

I tak ciągle, i tak w kółko

mam z tych kazań wciąż powtórkę.

Dziadek, Baltazarem zwany,

ciągle pieniądz liczy z mamą.

No a tata patrzy tam,

gdzie błyszczący jest ekran!

 

Pani Amelia:

Karolciu, słyszałaś, co starsi mówili?

Ciesz się, że uwagę ci zwrócili!

Sprawdź zeszyty, zrób zadania,

już, natychmiast, bez gadania.

Czeka ciebie przyszłość wielka,

będzie z ciebie top modelka.

 

Karolcia:

Och, okrutny jesteś, losie,

że mi każesz wszystko znosić.

Wiedza, pieniądz i uroda!

Lecz mi na to życia szkoda.

Chcę pobiegnąć dziś za szczęściem!

No to lecę, no to pędzę!

 

Karolcia wybiega.


Scena szósta

Babcia Hania (krząta się po pokoju, sprzątając po kolacji) i Karolcia.

 

Karolcia:

Babciu Haniu, słuchaj, proszę,

ważną sprawę ci przynoszę.

Szukam szczęścia, szukam czasu,

nie pieniędzy, nie hałasu.

Szukam ciszy i radości,

a nie kłótni i nie złości.

Gdzie mam szukać, skoro w domu

nie zależy już nikomu

na tym wszystkim, za czym tęsknię?

Gdzie mam szukać ciszy, piękna?

 

Babcia Hania:

Ej, Karolciu, wnuczko moja,

najważniejsza wola twoja.

Wszystko, czego szukasz, sama

w sercu masz, jak twoja mama,

jak wujek Melchior, jak twój tata,

jak wszyscy ludzie tego świata.

 

Karolcia:

Ja nie wierzę w takie rzeczy,

atmosfera temu przeczy.

Kłótnie, swary i pieniądze…

Gdzie tu miłość? Ja nie sądzę,

abym tu ją gdzieś znalazła,

to po prostu nie jest prawda.


Babcia Hania:

Oj, ma kochana, trudne jest życie

i choć kochamy się należycie,

ciężko nam czasem miłość okazać,

błędów u innych nie zauważać.

Surowo sądzisz swoją rodzinę.

Powiedz uczciwie: Czyś jest bez winy?

Czy zawsze serce miałaś otwarte,

zawsze cierpliwe, gotowe, zwarte?

 

Karolcia:

No nie do końca... Przyznam, że czasem

sama też krzyknę, z wielkim hałasem

i drzwiami trzasnę, odburknę nieraz,

często też lubię sobie pogderać.

 

Babcia Hania:

Widzisz, kochana,

sprawa jest skomplikowana.


Piosenka babci Hani:


Kiedy byłam całkiem mała,

zmieniać świat na lepsze chciałam,

ale nie wiedziałam jeszcze,

że w tej zmianie ja się mieszczę.

 

Że to o mnie samą chodzi,

innych zmieniać się nie godzi.

Innych możesz kochać tylko.

Ucz się dobra z każdą chwilką.

Nie uciekaj więc od siebie,

wnet poczujesz się jak w niebie.

W sercu swoim na dnie znajdziesz,

czego szukasz, czego pragniesz.

 

Karolcia (mówi):

Babciu droga, to jest trudne,

nieciekawe, no i żmudne.

Ja chcę w świat iść, ludzi spotkać.

 

Babcia Hania:

Zbiera się w tobie ochotka,

aby wyjść na zewnątrz? Idź więc.

Niech cię wspiera dobra chęć.


Karolcia (mówi):

Do zobaczenia, babciu.

Wychodzę teraz, ciekawość świata wprost mnie pożera!

 

 

Scena siódma

Karolcia, chłopcy z ulicy.


Karolcia:

Och, jak tu ciemno i bardzo ślisko,

zbrudziłam bucik, co za błotnisko!

 

Jacek (pojawia się „znikąd”):

Hej, cześć, dziewczynko

w ślicznym płaszczyku.

Czego tu szukasz?

Nie mam w nawyku

spotykać takich osób w dzielnicy,

gdzie dzieci chowają się na ulicy.


Karolcia:

Ojejku, mamo! Aleś ty czarny!

Brud masz na sobie taki koszmarny.

Czemu nie pójdziesz się gdzieś wykąpać?

 

Chłopiec (wskazuje):

Tam na podwórku jest jedna pompa,

lecz mróz dziś srogi, więc się nie myłem,

ledwo po deszczu but dosuszyłem (wystawia do góry nogę z dziurawym butem).


Tomek:

Hej, Jacek, miągwo, z kim ty tam gadasz?

O rety! Dziewczyna! Niezmiernie blada!


Karolcia (gniewnie):

Nie jestem blada, tylko umyta.

O imię najpierw mógłbyś zapytać!

 

Tomek:

Jak ci na imię, dziewczynko z daleka?

 

Karolcia:

Karolcia jestem, mieszkam za rzeką.

 

Tomek:

No tak, to teraz sprawa jest jasna,

pochodzisz z bogatej dzielnicy miasta.

My tu biedacy, nic ciekawego!

Wracaj do domu, za tamtą rzeką!

 

Karolcia:

Ale ja właśnie po to tu przyszłam,

aby was poznać, przyjaźń pozyskać!

 

Tomek (woła, zbiegają się chłopcy):

Ale afera, nie kryjcie się dłużej!

Marek i Michał, Piotrek i Józek.

Dalej, drużyna, w szeregu zbiórka!

Krótka historii naszej powtórka!


Piosenka (rap) chłopców:

To jest nasz teren, nasza dzielnica,

a naszą szkołą jest ta ulica.

Tu nasze prawo, nie ma innego.

Się nie podoba? Odejdź, kolego!

Razem walczymy, razem gadamy,

niektórzy z grupy nie mają mamy.

Musimy sami na siebie uważać,

czasem jest trudno, kłótnia się zdarza,

ale rodziną jesteśmy razem,

prawo rodziny – naszym rozkazem.

Co dobre, co złe – sami widzimy

i w zależności – porządek robimy.

Świat ten jest trudny, ciężki nasz los,

lecz nikt nas nie będzie wodzićza nos.


Karolcia:

Dobrze, już dobrze, nie jestem groźna,

ja chciałam tylko świat inny poznać.

Widzę, że wam jest tak samo trudno,

ale przynajmniej nie jest wam nudno.

 

Józek:

Nudno to nie jest, tylko jest biednie,

czasem nas nuży życie powszednie.

 

Marek:

Ja bym zjadł sobie kiełbaskę tłustą!


Michał:

Ja bym zjadł szynkę... lecz w domu pusto!


Piotrek:

A ja bym chciał dostać czapkę cieplutką,

wtedy bym czuł się bardzo milutko.


Karolcia:

A ja mam buty, płaszczyk i czapkę…

Czy nie przesadzam trochę przypadkiem?

Strasznie narzekam, że nie chcę już więcej

sukienek, ubrań, więcej pieniędzy.

Lecz gdybym biedna jak ci chłopcy była,

to bym się – na odwrót – o wszystko martwiła.

 

Marek:

Ja tam się nie znam, lecz mi się zdaje,

że trzeba doceniać, co Pan Bóg nam daje.

Jedzenia, książek, ubrań – wiadomo,

nie można zabraniać kupować nikomu.

 

Michał:

Lecz nie przesadzać z tym kupowaniem.

Dawanie siebie jest lepsze od brania.

 

Tomek:

Ja jestem biedny, lecz również bogaty:

mam dach nad głową, mamę i tatę.

Mam świetnych kumpli, co są za mną murem,

nawet jak źle jest, jak sam jestem gburem.

 

Jacek:

Chodźmy do Joshui, on przyjść nie może –

kaleki nasz kumpel, lecz ci pomoże

odnaleźć wszystko, czego tak szukasz.

On mądry bardzo, sprawny w naukach.

 

Scena ósma

Dom Joshui. Joshua siedzi na fotelu, rzeźbi w patyku z drewna. Matka ma książkę na kolanach, siedzi przy nim. Ojciec z tyłu, z narzędziami, pracuje nad domkiem dla lalek. Wchodzą chłopcy z Karolcią.


Chłopcy:

Cześć, Joshua, to jest Karolcia.

Przyszła, by się z tobą spotkać!


Joshua:

Ze mną? To super, siadajcie wszędzie.

Jak się ściśniemy, zimno nie będzie!

 

Piosenka Karolci i Joshui

 

Karolcia:

Hej, ja słyszałam, że nie możesz chodzić,

ale do ciebie wszyscy przychodzą.

Jacek powiedział, że rozumiesz ludzi.

Wiesz, jak ich serca prowadzić, obudzić.

 

Joshua:

Pięknie cię witam. Dobrze, że jesteś.

Jaką przynosisz w sercu swym kwestię?

Co ciebie trapi? Ja słuchać umiem

i świat ducha dobrze rozumiem.

 

Karolcia:

Szukam miłości i szczęścia wszędzie,

lecz czasem czuję, że jestem w błędzie.

Gdzie spojrzę, każdy ma troski, kłopoty,

lecz mimo tego żyć ma ochotę.

 

Joshua

Cieszyć się z życia – bezcenny skarb.

Szczęście jest tutaj, to nie jest żart.

W tobie i we mnie, nieważny świat,

nieważny los nasz, życie to skarb.

 

Karolcia:

Szukam więc drogi we wnętrzu siebie,

staram się cieszyć powszednim chlebem.

Każdy dzień ważny, bo zawsze mogę

śmiać się do ludzi, wyruszyć w drogę.

 

 

Scena dziewiąta

Dom Joshui. Rozlega się pukanie do drzwi, do środka wpada pani Amelia z rodziną.

 

Pni Amelia:

Córeczko droga, och, moje szczęście,

szukamy ciebie od rana wszędzie.

Tak się już bałam, że coś ci się stało!

Szukanie ciebie tak długo trwało.

 

Pan Kacper:

Wyszedłem z domu, do domu powracam,

niech mnie nie kusi biurowa praca.

Dziś dzień świąteczny spędzę z rodziną,

z córeczką moją kochaną, jedyną.

 

Wujek Melchior:

Na nic ma wiedza nam się przydała,

serca nauka też jest niemała.

Karolcia sama nas tutaj przywiodła,

ważna jest miłość – to nam dowiodła.

 

Dziadek Baltazar:

Witajcie wszyscy, głupio tak wyszło,

że w odwiedziny bez daru się przyszło.

Mam tu zegarek, złoty, jest nowy,

daję go z serca, bez żadnej namowy.

 

Wujek Melchior:

Chwileczkę, mili, chłopiec ma kule,

ja mam lekarstwa na przeróżne bóle.

Zaraz, chłopczyku, uważnie cię zbadam,

może w ten sposób też się tu nadam.

 

Matka:

Witajcie wszyscy, dzięki wam wielkie

za dobroć, miłość, podarki wszelkie.

 

Ojciec:

Skoro nas jest tu cała gromada,

wspólnie świętujmy, zróbmy biesiadę.

 

Wszyscy wyciągają z kieszeni jakieś małe paczuszki z jedzeniem i śpiewając piosenkę, kładą je na stole, przystawiają krzesła i siadają dookoła.

 

Szczęście zależy także od nas. Końcowe ensemble

 

Szczęście zależy także od nas,

od tego, co w swych sercach mamy.

Czy miłość nasza świeci mocno,

czy dar wdzięczności jest nam znany.

 

Dziękujmy dzisiaj za nas samych,

za zdrowie, przyjaźń, nasze życie,

za nasze Boże Narodzenie.

Niech nas przemieni całkowicie.

 

Ojciec (czyta):

Fragment z Biblii o narodzeniu Jezusa.

 

KONIEC