SNM

Zmarła prof. dr hab. Maria Przychodzińska2019-09-18

więcej »

Zmarła Ewa Hoffman-Lipska2019-03-27

więcej »

Zapraszamy do naszej nowej księgarni − Księgarnia iNuty2018-09-13

więcej »

zobacz wszystkie aktualności

Newsletter

Podaj nam swój e-mail, jeśli chcesz otrzymywać aktualności

Wychowanie Muzyczne » Czytelnia » Moim skromnym zdaniem… Muzyka w edukacji wczesnoszkolnej

Moim skromnym zdaniem… Muzyka w edukacji wczesnoszkolnej

Autor: Mirosław Grusiewicz - oprac.

artykuł z numeru 2/2014

 

Przedstawiamy kolejny fragment dyskusji toczonych w ramach facebookowego koła Sympatyków „Wychowania Muzycznego”. Tym razem rzecz dotyczy muzyki w edukacji wczesnoszkolnej, a adwersarzami w dyskusji byli: Monika Kubiś, Mirosław Grusiewicz, Maria Szreder, Robert Majewski, Maciej Kołodziejski orazRyszard Popowski.

 

Monika Kubiś:

Wywołana do tablicy przedstawiam swoje podstawowe propozycje działań, jakie moglibyśmy podjąć dla wspólnego dobra.

1. Zbierzmy ze środowiska najważniejsze postulaty. Kilka tysięcy ludzi na co dzień zajmujących się edukacją muzyczną chyba najlepiej wie, co im w pracy przeszkadza i jak powinna ta edukacja wyglądać. Następnie trzeba uporządkować te postulaty według stopnia ważności i realności spełnienia.

2. Stowarzyszenie (miejmy nadzieję, że w międzyczasie rozwinie się i zbuduje sieć w całej Polsce) poszuka ludzi, którzy mają moc sprawczą. Będzie pisać do ministrów, starać się o spotkania, zabiegać o poparcie różnych partii i wpływowych osób. Myślę, że jak już dokładnie będziemy wiedzieć, o co nam chodzi, to najlepszą drogą do rozwiązania problemów będzie bezpośredni kontakt z osobami decyzyjnymi.

3. Moim skromnym zdaniem najważniejszy postulat, na którym powinniśmy się skupić, to muzyka od pierwszej klasy szkoły podstawowej do końca gimnazjum – to podstawowa sprawa, o jaką powinno się postarać Stowarzyszenie Nauczycieli Muzyki.


Mirosław Grusiewicz:

Piękny postulat Moniki Kubiś – muzyka od pierwszej klasy szkoły podstawowej do końca gimnazjum – zapewne wszyscy jesteśmy za takim rozwiązaniem. Może ktoś poczuje się zawiedziony, ale – tak jak kiedyś pisał Ryszard – „sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana” i „czas zapomnieć o strategii, że ktoś dotrze do tego kogoś i osobowo się coś załatwi”, nawet my jako grupa. Dla takiej sprawy trzeba budować szerokie wsparcie, pokazywać dobre przykłady i może przy kolejnej reformie (kiedyś przecież będzie) dałoby się uzyskać to, na czym nam zależy.

 

Są dwie drogi do poprawy sytuacji:

1. Przekonujemy i dążymy do tego, żeby więcej było godzin muzyki w siatce godzin – nie niemożliwe, ale trudne. Pamiętajmy jednak, że aby nam dać, trzeba będzie komuś zabrać. Wysiłki w tym kierunku były podejmowane wiele razy, ale ich rezultat zawsze jest ten sam: wchodzą do akcji nowe osoby, które – niestety – i tak wcześniej czy później rozkładają ręce. Ale można i trzeba próbować.

2. Przekonujemy i dążymy do tego, aby zmienić status zawodowy nauczyciela muzyki. Zabiegajmy o to, żeby mieć osobne unormowania prawne, osobne zapisy w Karcie Nauczyciela czy poza Kartą. To właśnie proponuje Ryszard – jest mi to bliskie i wydaje się łatwiejsze do osiągnięcia.

           

Za największy nasz błąd strategiczny uważam podejmowanie wielu różnych problemów i spraw w kontaktach zewnętrznych z decydentami. Każdy zaczyna mówić, co go „boli”, zamiast wspierać jeden postulat. I osoby „z zewnątrz”, nawet życzliwe i przychylne, gubią się, a te mniej życzliwe „chwytają się” spraw pobocznych i zbywają nas. Osobiście drążyłbym temat nauczania muzyki w edukacji wczesnoszkolnej. Co zrobić, żeby przepis mówiący o tym, że my możemy na tym etapie uczyć, nie był fikcją, a rzeczywiście dawał taką możliwość?

 

Maria Szreder:

Panie Mirosławie, jest oczywiście sposób, aby zapis o zatrudnianiu fachowców jako nauczycieli muzyki w klasach 1–3 ożywić: powinien on nie mówić o opcji („dyrektor może...”), ale nakazywać: „dyrektor jest zobowiązany zatrudnić do zajęć z przedmiotu muzyka fachowców z konkretnymi kwalifikacjami” (por. Krajowe Ramy Kwalifikacyjne...), tak samo, jak istnieje mnóstwo drobiazgowych zapisów regulujących sprawę bibliotekarzy, logopedów, wuefistów itd. Po drugie, nie powinniśmy zapominać, że na nasz (nie pierwszy raz wysuwany) postulat zwiększenia liczby godzin muzyki spotyka się z pytaniem: „A na co wam te godziny?”. [...]

 

Robert Majewski:

[...] Możliwość zatrudniania nauczycieli muzyki w klasach 1–3 istnieje od dawna. Osobiście uczę muzyki w klasach 1–6. To prawda – nie jest to standard. I tu pytanie: idea ideą, ale jak Państwo chcielibyście sformalizować ów „przymus, konieczność, pierwszeństwo w przydziale godzin” nauczycielom muzyki? Nauczyciele edukacji wczesnoszkolnej – w myśl prawa – otrzymali wraz z dyplomem również prawo nauczania muzyki w powierzonych im klasach. Należałoby im to prawo odebrać? Wprowadzić gradację ważności uprawnień? Nie jest to łatwe, moim zdaniem. Obecnie o wszystkim decyduje dyrektor szkoły i (niestety) rada pedagogiczna. Możliwości takich rozwiązań, powtarzam, już istnieją, tylko że najczęściej i rady, i dyrekcje są również „niemuzyczne”. A przy przydziale godzin „niemuzycznemu” nauczycielowi (w klasach 1–3, jak i 4–6) szybują po szkołach, niczym mantra, słowa: „No co ty, piosenki z dziećmi nie zaśpiewasz? Tyle płyt jest na rynku, nawet grać nie musisz”.

 

Maciej Kołodziejski:

1. Odebranie nauczycielom edukacji wczesnoszkolnej tej jednej godziny skutkuje niedopensowaniem!!!

2. Nikt z nauczycieli edukacji wczesnoszkolnej (raczej) nie zgodzi się na takie posunięcie.

3. Czy jesteście Państwo pewni, że nauczyciele muzyki chętnie wezmą godziny w klasach 1–3?

 

Monika Kubiś:

Jestem bardzo ciekawa, jakim cudem uczy Pan w klasach 1–3? Jeżeli Pan uczy muzyki w klasie 1, to nauczycielka nauczania wczesnoszkolnego nie ma 18 godzin, czyli etatu. Mam życzliwego dyrektora, ale tej sprawy nie udało mi się załatwić.

 

Robert Majewski:

To nie cud. Wierzy Pani w cuda? Nauczycielka ma 18 godzin, a nawet sporo więcej, ponieważ ma uprawnienia do zajęć z zakresu pomocy psychologiczno-pedagogicznych i bibliotekę. W dzisiejszych czasach nauczyciele z reguły nie są monofoniczni. Dodam, że ów „proceder” nie jest cudem nawet w małej szkole, uczę w niewielkiej szkole w miejscowości Rogozino (koło Płocka).

 

Ryszard Popowski:

W sprawie muzyki w klasach 1–3. Nauczyciel muzyki prowadzi zajęcia (lekcje) przy obecności nauczycielki prowadzącej klasę. Część tych ćwiczeń – rytmizacje, repertuar wokalny – nauczycielka (która tego właśnie się nauczyła) powtarza z dziećmi przez kolejne dni. Forma współobecności dwu nauczycieli jest stosowana – specjaliści w klasach integracyjnych. To tylko poszerzenie tej formuły zatrudnienia na kolejnych specjalistów.

           

Czy to rozwiązuje w sposób modelowy formę zatrudnienia nauczyciela muzyki w szkole w klasach młodszych? Uważam, że umożliwi to zwiększenie liczby godzin przydzielonych nauczycielowi muzyki i przyczyni się do rozwoju zawodowego (w zakresie edukacji muzycznej) nauczycieli klas 1–3, czyli: poprawiamy kulturę pracy edukacyjnej i dodajemy doskonalenie zawodowe. I oczywiście liczne pożytki wychowawcze, jakie z tej współpracy wynikają. [...]

           

Jestem za zbudowaniem rozsądnego w sensie organizacyjnym projektu modelowego – jednym z jego elementów byłby nauczyciel muzyki prowadzący lekcje w klasach 1–3, co rozwiązałoby problem muzycznej edukacji wczesnoszkolnej i zwielokrotniło jej efekty. Oczekuję, że nauczycielka uczy się szybciej od dziecka i jest w stanie powtórzyć ćwiczenia elementarne oraz śpiewać piosenki. Nie musi grać na fortepianie i znać Kodálya. Obecnie nie ma innej drogi do wprowadzenia kompetentnych nauczycieli muzyki do klas 1–3, a bez tego fundamentu niewiele się osiągnie. Kierunki wczesnoszkolne ich nie wykształcą, bo nie są w stanie. Eliminowanie z lekcji muzyki nauczycielek prowadzących klasę z kilku powodów nie jest celowe – powinny one razem ze swoją klasą uczestniczyć w kulturze (na lekcji). [...]

           

Chcę zobaczyć optymalny, rozsądny, na nowo opisany system. Czy specjalista od muzyki współpracujący na lekcji muzyki z nauczycielem prowadzącym klasę 1–3 jest rozwiązaniem rozsądnym? Czy systemowo rozwiązuje jakość tej edukacji na tym poziomie?

 

Maria Szreder:

Panie Ryszardzie, nauczyciel wspomagający to bardzo słuszny postulat. Istnieje precedens w klasach integracyjnych. Nie chodzi o „powtarzanie zajęć”, a o utrwalanie materiału i wykorzystywanie go do pozostałych „przedmiotów”, zgodnie z ideą nauczania zintegrowanego.

 

Robert Majewski:

[...] Uważam, że propozycja p. Ryszarda nie zostałaby zaakceptowana ani przez nauczycieli edukacji wczesnoszkolnej, ani przez nauczycieli muzyki. Mnie np. nauczyciel wspomagający potrzebny nie jest – bo i do czego? A praca w kolejne dni, na zasadzie powtórzeń ćwiczeń rytmicznych itp., to nic innego jak „uczył Marcin Marcina”. Powtórzyć razem z dziećmi – OK, ale przejąć na siebie obowiązek prawdziwej koordynacji muzykowania – nierealne. Konia z rzędem temu nauczycielowi 1–3, który powtórzy zajęcia nauczyciela muzyki prowadzącego lekcje Kodályem. [...]

           

Moim zdaniem, w polskich realiach, kiedy to nauczyciele edukacji wczesnoszkolnej nie mają często minimalnych choćby kompetencji muzycznych, proponowane przez Pana rozwiązane jest tyleż nierealne, co nierozsądne. Wprowadzenie go może skutkować wieloma absurdami edukacyjnymi, przez co ostatecznie stałoby się ono martwe w realizacji.

 

Mirosław Grusiewicz:

Zupełnie nie rozumiem, co jest nierozsądne i nierealne w propozycji Ryszarda. Uważam, że to bardzo ciekawy pomysł, a w dodatku dający możliwość przekonywania, dyskutowania w MEN. Trzeba szukać różnych argumentów i rozwiązań, w tym i kompromisowych. Osobiście myślałem o zajęciach muzycznych w klasach łączonych na tym poziomie, ale pomysł Ryszarda wydaje się zdecydowanie lepszy – rozwiązuje problem pensum i nie jest sprzeczny z interesami innej grupy nauczycieli. Ma jeden mankament, na realizację potrzebne są pieniążki. [...]

 

Ryszard Popowski:

Wprowadzenie do klas 1–3 nauczyciela muzyki, który prowadzi lekcje przy organizacyjnej i muzycznej pomocy nauczycielki prowadzącej klasę, przyczyni się do pozyskania w szkole od jednego do kilku partnerów, na których można by było liczyć w organizacji życia kulturalnego placówki. Nauczycielki klas 1–3 bardzo mocno identyfikują się ze swoimi klasami, a dzięki wsparciu w obszarze kultury muzycznej mogą one w znaczny sposób podnieść jakość swej pracy. Warto zabiegać o to, by to one chciały mieć nauczyciela muzyki u siebie, w swoich klasach.

 

Robert Majewski:

Współpraca z nauczycielami klas 1–3 jest pozbawiona sensu, gdyż nie mają oni elementarnych choćby kompetencji muzycznych i nie przejawiają woli aktywności muzycznej. Jak wyobrażają sobie Państwo ową współpracę, kiedy trzeba powtórzyć z dziećmi cokolwiek w oparciu o umiejętności czytania nut (nawet rytmu), kiedy trzeba zaśpiewać prostą melodię z użyciem np. fonogestów, kiedy trzeba powtórzyć rytm z wykorzystaniem rytmiki Dalcroze’a, kiedy trzeba powtórzyć cokolwiek ze słuchu lub wykorzystując pamięć muzyczną do odtworzenia tego, co działo się na lekcji? [...]

           

Brak wystarczającego poziomu kompetencji muzycznych nauczycieli edukacji wczesnoszkolnej stanie się przeszkodą odpowiadającą za niepowodzenie w realizacji tego pomysłu. Naturalnie, nie wszystkie tandemy tak skończą. Z pewnością znajdzie się część, którym się powiedzie. Tylko czy wystarczająca to będzie część, aby cieszyć się sukcesem? Wybaczą Państwo, ale angażowanie drugiego nauczyciela – w praktyce tylko po to, aby powtarzał wprowadzone przeze mnie piosenki – to niewystarczająca perspektywa, przynajmiej jak dla mnie.

 

Ryszard Popowski:

Panie Robercie – oczekuję, że nauczyciel muzyki nauczy śpiewać dzieci w klasie 2 starannie dobraną piosenkę. I oczekuję, co wydaje się chyba całkiem zasadne, że pani prowadząca klasę – osoba z wyższym wykształceniem – jest w stanie nauczyć się śpiewać tę piosenkę wraz z dziećmi. W naszych rozważaniach przyjmuję, że nasze starania dotyczą ludzi sprawnych zawodowo, pomijam jednostkowe przypadki braku kompetencji. Generalnie nie widzę problemu w opanowaniu dziecięcej piosenki przez osobę dorosłą. Co do specjalistycznych ćwiczeń – nie oczekuję, by zachodziła jakaś szczególna potrzeba nagłego stosowania zajęć dalcrozowskich przez osoby niemające wykształcenia, tylko dlatego, że umie to zrobić specjalista. Właśnie od tego on tam jest. Tataizacji z ósemek i ćwierćnut każdy rozsądny człowiek jest w stanie nauczyć się w krótkim czasie. Po trzech latach współpracy z nauczycielem muzyki nauczycielki klas 1–3 będą miały „zaliczony” 90-godzinny kurs edukacji muzycznej. Żadna uczelnia nie zapewni im tego na edukacji wczesnoszkolnej. Większość z nich bardzo na tym zyska – także osobiście, do walorów wychowawczych możemy więc dodać szkoleniowe.

 

Maria Szreder:

Wydaje mi się, że jeśli się umożliwi (czyt. opłaci) podwójną „obsadę” na lekcjach muzyki w klasach 1–3, to rozsądni wychowawcy dostrzegą w tym szansę, a nie zagrożenie. Trzeba tylko będzie przełamać ich niechęć do uczenia się nowych piosenek, wybranych przez nauczyciela muzyki (por. arcypolskie „Nie będę tańczył, jak mi zagrasz”). Tu bardzo istotna staje się gotowość tego ostatniego do konsultowania wybranego repertuaru i przygotowanie przez niego materiałów dla wychowawcy.

 

Ryszard Popowski:

Ta propozycja dotknęła zupełnie innego problemu – w kulturze polskiej szkoły panuje – brak mi tu dobrego terminu – powiedzmy: jednowładztwo: „Ja uczę polskiego w tej klasie – to moja klasa i wara innym polonistom w szkole od tego, co ja robię na lekcjach”. Może inaczej: Czy matematycy w szkole robią coś razem? Dwóch nauczycieli w muzycznej edukacji wczesnoszkolnej – nie widzę problemów merytorycznych, organizacyjnych, raczej mentalne. W przedszkolach nauczycielki pracują w grupie ze specjalistami – w klasach 1–3 cały ten świat wspomagający znika i zamienia się w „Naszą Jedyną Kochaną Panią od Wszystkiego”. Im więcej tu piszę o takim rozwiązaniu (w klasach 1–3 nauczyciel muzyki uczy muzyki przy obecności i wsparciu organizacyjnym nauczycielki klasy), tym bardziej widzę je jako optymalne. Proszę znaleźć jego słabe punkty... Musi wytrzymać próbę ognia.